NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Baoshu - "Odzyskanie czasu"

Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

Ukazały się

Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Hufflepuff)


 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Gryffindor)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Slytherin)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Ravenclaw)

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 2 (twarda okładka)

 Roanhorse, Rebecca - "Wyścig do słońca"

 Miller, Frank; Wheeler, Thomas - "Przeklęta"

 Wroczek, Szymun - "Piter. Bitwa bliźniaków"

Linki

Bishop, Anne - "Córka Krwawych"
Wydawnictwo: Initium
Cykl: Bishop, Anne - "Czarne Kamienie"
Tytuł oryginału: Black Jewels: Daughter of the Blood
Tłumaczenie: Jakub Szacki
Data wydania: Październik 2008
ISBN: 9788392732204
Oprawa: miękka
Format: 150x215 mm
Liczba stron: 368
Cena: 39,90 zł
Rok wydania oryginału: 1998
Tom cyklu 1



Bishop, Anne - "Córka Krwawych"

Landrynkowe dziecko ratuje świat


Po lekturze informacji na czwartej stronie okładki i odautorskiego wstępu oczekiwałam, że „Córka Krwawych”, pierwszy tom trylogii Czarnych Kamieni, okaże się historią z gatunku romantic fantasy – epicką opowieścią rozgrywającą się w alternatywnym świecie, w którym działa magia i w którym przez obdarzenie bohaterów wyrazistymi profilami psychologicznymi, autorka chce wypowiedzieć się w ważnych dla niej kwestiach, na przykład moralnych. Niestety, bardzo ciekawa koncepcja ontologicznej zamiany miejscami dobra i zła (ciemność jest dobra, a światło – złe) została zmarnowana przez infantylne (wręcz landrynkowe) przedstawienie postaci, powierzchownie potraktowany opis świata i serwowanie bez żadnego umiaru i celu opisów przeróżnych seksualnych okrucieństw i perwersji.

Postać głównej bohaterki i obiektu Proroctwa jest opisana w sposób obrzydliwie wręcz landrynkowy. Siedmioletnie dziecko ma urodę zdradzającą, że będzie prawdziwą pięknością – według autorki są to szafirowe oczy i długie blond włosy. Charakterologicznie posiada wyłącznie zalety – rozumie, czym jest lojalność wobec przyjaciół i ich nie zdradza, pragnie się uczyć i sama wyszukuje nauczycieli, jest grzeczna, nikogo nie obraża, nie psoci, nie kłamie… po prostu dziecko idealne. Ponadto potrafi sobą oczarować wszystkich – łącznie z najpotężniejszym z potężnych – Księciem Ciemności. I na dodatek jest skłonna do poświęceń.
Pozostałe postaci są nie tylko wyraziste (co wcale nie jest wadą), ale i całkowicie jednoznaczne (a to już drażni). Źli ludzie są źli do szpiku kości, nie sposób doszukać się u nich ani cienia zalety, zaś postaci pozytywne są przeraźliwie dobre, na ich charakterze nie ma żadnych rys. Logika postępowania bohaterów momentami budzi wątpliwości – mimo przyznania im przez autorkę różnych atrybutów, nie wykorzystują całego posiadanego potencjału.

Świat rzeczywisty – ten w którym żyją ludzie i przedstawiciele innych ras, jest przedstawiony bardzo powierzchownie. Administracyjnie podzielony na Terytoria, które są prawdopodobnie odpowiednikiem państw. Używam słowa „prawdopodobnie”, bo w książce nie ma ani śladu informacji o historii czy ekonomii Terytoriów – wiadomo tylko, że jedno z Terytoriów, Askavi, zostało spustoszone przez nadmierną eksploatację, a na terenie innego znajdują się kopalnie soli. Z treści książki wynika, że zamieszkująca Terytoria ludność – o ile nie należy do Dworu – trudni się krawiectwem, malarstwem, świadczeniem przeróżnych usług seksualnych i prowadzeniem oberży (oberże w powieści są bardzo ważne – to w nich właśnie córki oberżystów są regularnie gwałcone i nierzadko mordowane). I to wszystko – na szczęście autorka ujawnia, że środkiem transportu są konie, zatem nie wykluczam istnienia garbarni i rynku usług rymarskich.

Terytoria mają różne nazwy i są przedmiotem walki o władzę. Niestety, nigdzie nie ma ani jednej wzmianki na temat administrowania czy zarządzania poszczególnymi krajami – królowe zajmują się wyłącznie rywalizacją między sobą oraz upokarzaniem seksualnym mężczyzn. Mężczyźni, którzy nie są aktualnie upokarzani i wykorzystywani, spędzają czas w oberżach. A szczególnie niepokorni mają założony na penis (nota bene nazywany eufemistycznie „organem”) Pierścień Posłuszeństwa. W zestawieniu ze szczegółowo przedstawioną procedurą kastracji czy też z opisami gwałtu nastolatek, taka troska o niezgorszenie czytelnika jest po prostu śmieszna.
Ponadto, nie wydaje mi się, aby upadek jakiejkolwiek cywilizacji czy kultury można było uzasadnić skupiając się jedynie na opisach perwersji seksualnych. Uważam, że nasilenie występowania wynaturzeń tego typu może towarzyszyć upadkowi, a nie być jego przyczyną. W książce zabrakło mi przede wszystkim choćby wzmianki o istnieniu jakichś niekorzystnych czynników ekonomicznych czy politycznych, których splot mógłby spowodować destrukcję.

Od strony językowej patrząc, książka jest bardzo nierówna. Na przykład autorka wikła się w fizyczne nieprawdopodobieństwa. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której wieszczka, siedząc, wygłasza Bardzo Ważne Proroctwo. Osoba słuchająca natęża uwagę, przyklęka, kładzie dłonie na dłoniach wieszczki. Do tego momentu wszystko jest w porządku, sytuacja jest prawdopodobna i fizycznie możliwa do zaaranżowania – łatwo sobie wyobrazić, jak osoba słuchająca wręcz spija z ust wieszczki poszczególne słowa i wpatrując się w nią z uwagą, stara się żadnego nie uronić. Ale autorka wprowadza innowację – osoba słuchająca przyklęka ZA wieszczką i z zza jej pleców (obejmując wraz z kibicią wieszczki również oparcie fotela czy siedziska) kładzie swoje dłonie… itd. Fizycznie możliwe? Owszem, ale nienaturalne. I raczej uniemożliwia zachowanie kontaktu wzrokowego.
Na dodatek odbiór książki utrudnia tłumaczenie (bardzo chciałabym odkryć, o co chodzi w zdaniu: „Askavi stanęło na Hayll okrakiem wieki temu.”; przypominam, że Askavi i Hayll to nazwy krain) i praktycznie brak korekty w prologu i pierwszym rozdziale utworu (liczne błędy gramatyczne, składniowe i stylistyczne).

Podsumowując – nie oczekuję na publikację kolejnych tomów. I nawet postać Wielkiego Pana Piekła, potraktowana w sposób bardzo humorystyczny (boi się własnej kucharki) mnie nie zachęca.


Autor: Beata Kajtanowska


Dodano: 2008-11-17 23:06:04
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

GeedieZ - 07:29 18-11-2008
uuu, dobrze, że mnie ktoś ostrzegł - chciałem kupić ale patrząc na recenzję cieszęsię, że tego nie zrobiłem. Założę się natomiast, że powieść znajdzie wielu fanów w Polsce.

nosiwoda - 08:48 18-11-2008
"bardzo ciekawa koncepcja ontologicznej zamiany miejscami dobra i zła (ciemność jest dobra, a światło złe)" - mam wrażenie - proszę mnie poprawić, jeśli się mylę - że to nie jest zbyt oryginalny pomysł. Wykorzystał go np. Modesitt w cyklu o Recluce - tam magowie porządku są czarnymi magami.
"Od strony językowej patrząc, książka jest bardzo nierówna. Na przykład autorka wikła się w fizyczne nieprawdopodobieństwa." ok, ale co ma wspólnego opisywanie fizycznie nieprawdopodobnych czynności ze stroną językową powieści?

Ale przynajmniej zasadniczy cel spełniony, czyli nie kupuję.

Beata - 09:07 18-11-2008
nosiwoda pisze:"bardzo ciekawa koncepcja ontologicznej zamiany miejscami dobra i zła (ciemność jest dobra, a światło – złe)" - mam wrażenie - proszę mnie poprawić, jeśli się mylę - że to nie jest zbyt oryginalny pomysł. Wykorzystał go np. Modesitt w cyklu o Recluce - tam magowie porządku są czarnymi magami.

Widzę tu temat na dłuższą dyskusję - na ile fantasy jest oryginalna. Ale nie o to mi chodziło - pomysł zamiany miejsc dobra i zła oferuje potencjalnie bardzo ciekawe możliwości. Zgadzam się, że cykl o Recluce jest dobrym przykładem - autor wywiódł całą filozofię z tej zamiany. Zrobił to bardzo logicznie i pokazał konsekwencje. A pani Bishop potraktowała pomysł jak hasło: ogłosiła, że tak jest. I już.

nosiwoda pisze:"Od strony językowej patrząc, książka jest bardzo nierówna. Na przykład autorka wikła się w fizyczne nieprawdopodobieństwa. " ok, ale co ma wspólnego opisywanie fizycznie nieprawdopodobnych czynności ze stroną językową powieści?

Tu mnie masz. :) Planowałam przenieść to zdanie w inny punkt recenzji. Jak widać, na planach się skończyło. Niestety.

nosiwoda - 10:01 18-11-2008
Z recenzji wnioskuję, że pani Bishop podziałała trochę jak pani McIntosh - też ma swój świat w głębokim pretekstowym poważaniu. Ale chyba jednak pióro ma lepsze, bo nie wspominasz o takich kwiatkach, jakie były rozwalające u pani McIntosh.

Beata - 17:38 18-11-2008
Musiałam ponownie spojrzeć na tekst (i ktoś mi za to zapłaci :twisted: ). Jednak aż takich osiągnięć pani Bishop nie ma na swoim koncie, choć niektóre sceny wręcz ociekają słodyczą - bez przerwy ktoś tonie w szafirowej głębi ócz. :)

Sebastian-L - 21:02 18-11-2008
Do napisania tego komentarza skłoniła mnie jedna rzecz - bardzo ale to bardzo cenię sobie krytykę konstruktywną a nie krytykę dla samej idei krytykowania.

Odnoszę wrażenie, że czytałem inną "Córkę Krwawych", niż recenzentka.
Czytając tekst Pani Beaty, zacząłem szczerze jej współczuć rozbijania na atomy każdego zdania... chyba niewiele czasu zostało jej na cieszenie się samą lekturą.
Odniosłem wrażenie, że recenzentka postawiła sobie za cel jak najbardziej zniechęcić wszystkich do przeczytania tej książki i jak najbardziej zmieszać ją z błotem (może za to rownież płacą...?) Nie rozumiem jakie ma znaczenie, że ktoś objął kogoś w taki a nie inny sposób oraz czy było to naturalne czy też nie (poza tym, przy wspomnianej sytuacji nie było jednej osoby do której przemawiała wieszczka, a cały tłum, dlatego Daemon klęknął z tyłu aby inni mogli ją widzieć). Idąc za ciosem - recenzentka mogła rownież napisać, że występowanie mężczyzn ze skrzydłami też jest raczej średnio naturalne i podać to jako wadę książki.
Zarzuty, że świat opisany jest powierzchownie (bez zarysowania jego historii oraz sytuacji ekonomicznej czy też stosunków handlowych) są mocno naciągane. Wszelkie niezbędne informacje dotyczące hierarchii samych Krwawych, rangi kamieni (o których Pani Beata nawet nie wspomniała a jakby nie było są one najważniejszym elementem świata wykreowanego przez Panią Bishop...), podziału i nazewnictwa poszczególnych Terytoriów/Krain, są wystarczająco wyjaśnione i szczegółowo (lecz nie przesadnie) przedstawione. Wiem, że wiele osób w trakcie czytania powieści, nie interesuje kto co sprzedaje, jakie są stosunki polityczne i czy mieszkańcy płacą za towar złotówkami czy szeklami (jeżeli nie jest to absolutnie konieczne dla zrozumienia fabuły bądź właśnie tego dotyczy książka). Stawiam dolary przeciwko orzechom, że gdyby takie szczegółowe opisy pojawiły sie w Córce Krwawych, to recenzentka narzekałaby, iż treść się dłuży a książka jest nudna. Jednak mam rozwiązanie dla Pani Beaty - proponuje zacząć czytać, zamiast książek fantasy, sprawozdania z obrad sejmu - tam nie będzie brakowało tak istotnych elementów. Niektórym wystarczy trochę wyobraźni, inni niestety muszą dostać wszystko na papierze...
Kolejna rzecz, to zarzuty wobec opis wygłądu bohaterki i jej cech charakteru... Szczerze mnie to rozbawiło. W taki sposób można skrytykować każdą, absolutnie każdą postać jaka do tej pory pojawiła sie w historii literatury. Być może gdyby w Córce Krwawych wystepowały same złe, kłamliwe brunetki o piwnych oczach, zdradzające przyjaciół na każdym kroku, to wtedy spotkałoby się to z aprobatą recenzentki... a moze nie? Może to z założenia miała być krytyka dla samej krytyki?

Każdy jeden element z tej recenzji przedstawiony jako wada książki jest bardzo przekolorowany. Nie jest to książka wybitna ale na pewno dobra i warta polecenia. Każdemu kto ceni sobie posiadać własne zdanie proponuję książkę przeczytać lub przynajmniej zapoznać się z opiniami innych, którzy czytali ją z własnej woli i na tej podstawie wyciagać wnioski.

Pani Beacie dedykuję słowa Pani Maryli Wolskiej, które nasunęły mi się przy czytaniu tej nibyrecenzji "Krytyka, to zemsta umysłów jałowych nad twórczymi."

Pozdrawiam wszystkich.
SL

toto - 22:02 18-11-2008
Wow. Ale replika (na recenzję).

To ja napiszę tak. W taki sposób (w jaki bronisz książki) można bronić wszystkiego . Zaznaczam, że nie zależy mi na czytaniu tej książki, recenzja nic w tym wypadku nie zmieniła, a napisałem tylko dla równowagi. O, i oczywiście twoje argumenty, że w taki sposób można objechać wszystko (nie tylko literaturę) są słuszne.

Shadowmage - 22:21 18-11-2008
Nie będę się odwoływał do wszystkich zarzutów z posta Sebastiana, niektóre uważam za śmieszne, w innych może być nieco racji. Nie czytałem książki, więc się nie ustosunkuję do nich - ale mogło się obyć bez wycieczek osobistych i niczym nieupoważnionych spekulacji. Przypomnę tylko jedną rzecz:

Recenzja jest odbiciem indywidualnych preferencji i gustów recenzenta. To przez ich pryzmat są oceniane wszystkie lektury. Nie ma czegoś takiego jak obiektywna recenzja. Beata szuka w książkach takich, a nie innych elementów - a w omawianej tutaj ich nie znalazła.

Sebastian-L - 00:41 19-11-2008
Do Shadowmage: Rozumiem, że jako kolega z redakcji Pani Beaty poczuł sie Pan w obowiązku bronić jej recenzji. Bardzo chętnie dowiedziałbym się, które z moich zarzutów były śmieszne i chętnie podjąłbym dyskusję na ten temat lecz skoro nie czytał Pan książki to o czym mielibyśmy rozmawiać?
Naturalnie każda recenzja jest odbiciem osobistych preferencji recenzenta lecz przy tworzeniu takowej należy skupić sie na całej treści książki, a nie na szukaniu potencjalnie infantylnych elementów dopełniających calość. Pani Beata wyjątkowo powierzchownie podeszła do recenzji książki i moim zdaniem nie ma to nic wspólnego z subiektywnością opinii. Przykład najprostszy pominięcie najważniejszego elementu w książce czyli czarnych kamieni. Wydaje mi się że kluczowe elementy dla fabuły przedstawiane przez "recenzenta" powinny być ujawnione i Pani Beata zamiast skupiać sie na kolorze włosów bohaterki powinna poruszyć właśnie ten temat.
Pytanie, które przychodzi mi na myśl to czy słusznie jest dawać książkę do recenzji osobom które nie gustują w takim gatunku. To tak jakby prosić wegetarianina o recenzję schabowego.

Shadowmage - 07:20 19-11-2008
Śmieszne uważam te Twoje uwagi, które bezpośrednio nie odwołują się do treści książki oraz sposobu podejścia do lektury. Nie wspominając o pewnych insynuacjach. A to faktycznie nie miejsce na taką dyskusję. Wymienione przez Beatę wady odebrałem raczej w kontekście przykładów, a nie wyjątków mających na celu zmiażdżenie dobrej powieści z nielicznymi wpadkam.

Pominięcie elementu - cóż, nie o wszystkim można napisać. Faktycznie, może lepiej było o tym wspomnieć - lecz z drugiej strony nie zawsze najistotniejszy element fabularny musi się w recenzji znaleźć. Czasem nawet w ogóle fabuła jest niewspominana - w końcu od czego są opisy od wydawcy? No ale nie chcę się wdawać w dyskusję o samej książce, bo nie jestem do tego uprawniony. W tym zakresie jedynie Beata może się bronić.

Z tego co pamiętam, to Beata sama o "Córkę krwawych" poprosiła. Nie oznacza to więc, że nie lubi tego typu literatury, prawda?

nosiwoda - 08:40 19-11-2008
Sebastian-L pisze:Do napisania tego komentarza skłoniła mnie jedna rzecz - bardzo ale to bardzo cenię sobie krytykę konstruktywną a nie krytykę dla samej idei krytykowania.
Stawiam dolary przeciw serkom pleśniowym, że gdyby Beata napisała krytykę konstruktywną - czyli taką, która pokazuje błędy i proponuje poprawki - odezwałby się głos, może nawet ten sam, wyśmiewający fakt pouczania przez recenzentkę autorki, w dodatku zagranicznej. Nawet z tym samym "argumentem" o umysłach jałowych i twórczych.
Ale Beata nie napisała też krytyki dla samej krytyki. Napisała RECENZJĘ. "Recenzja – krytyczne lub pozytywne omówienie utworu artystycznego lub naukowego, którego celem jest poddanie ocenie wartości tego dzieła w oparciu o powszechnie przyjęte kryteria lub w sposób czysto subiektywny."
Odnoszę wrażenie, że czytałem inną "Córkę Krwawych", niż recenzentka.
Oczywiście, że tak. To jest tak oczywiste, że aż się dziwię, że podnosisz to jako "argument". Każdy czyta inną książkę - zależnie od swojego charakteru, gustu, upodobań, okoliczności zewnętrznych, stanu emocjonalnego, bagażu doświadczeń. I właśnie dlatego de gustibus nie za bardzo disputandum est.
Czytając tekst Pani Beaty, zacząłem szczerze jej współczuć rozbijania na atomy każdego zdania... chyba niewiele czasu zostało jej na cieszenie się samą lekturą.
Czytając replikę Sebastiana, zacząłem mu szczerze współczuć tego dążenia do zobiektywizowania własnego subiektywnego zdania... chyba niewiele czasu zostało mu na docenienie cudzego zdania. Widzisz, jak to można ładnie odwrócić?
Odniosłem wrażenie, że recenzentka postawiła sobie za cel jak najbardziej zniechęcić wszystkich do przeczytania tej książki i jak najbardziej zmieszać ją z błotem (może za to rownież płacą...?)

Nie, za to również NIE płacą. Coś Ci się merda - to jest serwis fanowski, tu się robi za darmoszkę, więc nikomu nie zależy na tym, żeby zjechać czy ubóstwić.
Nie rozumiem jakie ma znaczenie, że ktoś objął kogoś w taki a nie inny sposób oraz czy było to naturalne czy też nie
Ano właśnie taki, że jeśli jest to nienaturalne, to potrzebne jest jakieś wyjaśnienie nienaturalnej możliwości. Przypomnę znany passus byłej narkomanki, wnoszącej CKM i jeszcze koleżankę na wzgórze - u Ziemiańskiego, w opowiadaniu o Toy. To było nienaturalne, a zostało zostawione bez komentarza - ot, autorowi pasowało.
Jednak mam rozwiązanie dla Pani Beaty - proponuje zacząć czytać, zamiast książek fantasy, sprawozdania z obrad sejmu - tam nie będzie brakowało tak istotnych elementów. Niektórym wystarczy trochę wyobraźni, inni niestety muszą dostać wszystko na papierze...
NIektórym wystarcza przeczytanie recenzji, inni muszą mieć rację. Przepraszam, RACJĘ. Poza tym - chyba nigdy nie czytałeś sprawozdań sejmowych.
Kolejna rzecz, to zarzuty wobec opis wygłądu bohaterki i jej cech charakteru... Szczerze mnie to rozbawiło. W taki sposób można skrytykować każdą, absolutnie każdą postać jaka do tej pory pojawiła sie w historii literatury. Być może gdyby w Córce Krwawych wystepowały same złe, kłamliwe brunetki o piwnych oczach, zdradzające przyjaciół na każdym kroku, to wtedy spotkałoby się to z aprobatą recenzentki... a moze nie? Może to z założenia miała być krytyka dla samej krytyki?
A może nie?
A może jeśli opis jest sztampowy, bliondinieczka z niebieściutkimi, tiu tiu tiu, to recenzent o tym wspomina i ma rację, że wspomina?
Nie jest to książka wybitna ale na pewno dobra i warta polecenia.
O, patrz. Ale Twoje zdanie to już wyrocznia? W przeciwieństwie do Beaty, która opisała SWOJE wrażenia, co zaznaczone jest co i rusz?
Każdemu kto ceni sobie posiadać własne zdanie proponuję książkę przeczytać
Bez sensu. Czyli co, czytam NEGATYWNĄ recenzję i kurc galopkiem lecę do księgarni, żeby kupić? Bez sensu. Zaprzeczasz całej idei recenzji jako takich - bo przecież jeśli ktoś przeczyta, to nie ma własnego zdania, tak?
lub przynajmniej zapoznać się z opiniami innych, którzy czytali ją z własnej woli i na tej podstawie wyciagać wnioski.
To już prędzej. Tylko że, jak wynika z posta Shadowa, Beata przeczytała ją z własnej woli. No i się zakałapućkałeś.

Pani Beacie dedykuję słowa Pani Maryli Wolskiej, które nasunęły mi się przy czytaniu tej nibyrecenzji "Krytyka, to zemsta umysłów jałowych nad twórczymi."
Sebastianowi dedykuję te słowa Bernarda Shaw, które nasuwają mi się przy każdej tego typu głupiej zbitce "krytyk-impotent, twórca-ogier": "Nie muszę być kurą, żeby móc ocenić smak jajecznicy".

I zanim mi zdążysz coś zainsynuować: nie jestem z Katedry, nie znam Beaty, czytałem jej ze 2-3 posty, wyraziłem swoją krytykę recenzji powyżej.

I nie, nie czytałem książki (i teraz to już nie zamierzam) - dlatego nie odnoszę się np. do kwestii kamieni. Odnoszę się do formy i treści Twej reakcji.

Beata - 08:41 19-11-2008
Szanowny Panie Sebastianie,

zarzuty, które mi Pan postawił dzielą się na dwie grupy: dotyczące książki (lub jej recenzji) i uwagi osobiste. Tych drugich nie zamierzam komentować w żaden sposób.

Napisał Pan: "Nie rozumiem jakie ma znaczenie, że ktoś objął kogoś w taki a nie inny sposób". Otóż dla mnie ma to znaczenie - nie lubię, gdy bohaterowie robią coś w trudniejszy sposób zamiast w łatwiejszy. Jeśli robią coś trudniejszym sposobem, dobrze jest podać czytelnikowi wyjaśnienie - że na przykład lubią się męczyć, bo są hobbystami, albo złożyli takie ślubowanie w świątyni. Cokolwiek.

Zarzuca mi Pan, że w recenzji nie wspomniałam nic o rangach Kamieni. Otóż, każdy zdradzający zdolności magiczne otrzymywał Kamień, którego kolor był odzwierciedleniem posiadanego potencjału i siły magii (posiadacze najciemniejszych Kamieni byli najsilniejsi, a posiadacze najjaśniejszych - najsłabsi). Dlaczego o tym nie wspomniałam? Bo w mojej ocenie jest to tylko rekwizyt. Naprawdę nie zaskakuje mnie w żaden sposób informacja, że mag magowi nierówny, a miejsce w magicznej hierarchii symbolizują Kamienie. Równie dobrze mogłyby to być wstążki przy kapeluszu (oczywiście, o ile udałoby się w nich zmagazynować zapas mocy).

Twierdzi Pan, że nie mam racji, że informacji o świecie, w którym toczą się wydarzenia, podano wystarczającą ilość. Akcja mniej więcej połowy książki toczy się nie na płaszczyźnie astralnej, ale w miastach zamieszkałych przez ludzi i przedstawicieli innych ras (również mężczyzn ze skrzydłami). I o tych miastach nie ma w książce prawie nic - nigdzie bohater nie musi przepychać się się przez tłum na targu, nigdzie jakiś złodziejaszek nie próbuje go okraść, nic... Niby miasta są, a jakoby ich nie było. Niby mają mieszkańców, ale ci mieszkańcy robią wrażenie figurek namalowanych na tekturze. Przeszkadza mi takie traktowanie postaci, nawet jeśli to postaci czwartego planu są. A właśnie, w książce występuje rasa skrzydlatych. Autorka miała taki pomysł i wstawiła do opowieści. I co? W jaki sposób wykorzystała potencjał takiego skrzydlatego mężczyzny? Otóż - w żaden. Nawet nie napisała nic o ubraniu, że do specjalnego krawca chodził... nic, kompletnie. Kolejna tekturowa figurka...

Współczuje mi Pan, że nie potrafię cieszyć się lekturą. Doceniam Pańską troskę, ale nie jestem w stanie cieszyć się lekturą książki, w której co n-dziesiątą stronę natrafiam na jakieś seksualne ekscesy, które z punktu widzenia fabularnego nic nie wnoszą. Nie potrafię się cieszyć lekturą opisów biczowania, defloracji, gwałtów i kastracji, wykonywanych ręcznie, zębami czy przy użyciu najróżniejszych przedmiotów. Nie bawi mnie to. I wolę, żeby tak zostało.

Sebastian-L - 22:05 24-11-2008
Do NOSIWODY:

Stawiam dolary przeciw serkom pleśniowym, że gdyby Beata napisała krytykę konstruktywną - czyli taką, która pokazuje błędy i proponuje poprawki - odezwałby się głos, może nawet ten sam, wyśmiewający fakt pouczania przez recenzentkę autorki, w dodatku zagranicznej. Nawet z tym samym "argumentem" o umysłach jałowych i twórczych .Ale Beata nie napisała też krytyki dla samej krytyki. Napisała RECENZJĘ. "Recenzja - krytyczne lub pozytywne omówienie utworu artystycznego lub naukowego, którego celem jest poddanie ocenie wartości tego dzieła w oparciu o powszechnie przyjęte kryteria lub w sposób czysto subiektywny."
Otóż drogi nosiwodo masz rację, mogłby odezwać się głos ganiący recenzję i samą recenzentkę za pouczanie autorki i faktycznie mogłby to być głos mój. Jednak tylko w przypadku gdyby było tyle rozbieżności między tym co pisze Pani Beata a tym co jest napisane w książce. Tak jak ma to miejsce teraz (konkrety później). Naturalnie wiedzieć o tym nie możesz bo książki nie czytałeś. W żaden sposób nie zamierzam Cię do tego przekonywać, jednak oszczędź mi proszę dyskusji na temat czegoś o czym nie masz pojęcia.

Oczywiście, że tak. To jest tak oczywiste, że aż się dziwię, że podnosisz to jako "argument". Każdy czyta inną książkę - zależnie od swojego charakteru, gustu, upodobań, okoliczności zewnętrznych, stanu emocjonalnego, bagażu doświadczeń. I właśnie dlatego de gustibus nie za bardzo disputandum est.
Jak chcemy aby coś zabrzmiało mądrze, należy wrzucić kilka makaronizmów. Od razu przypominają mi sie słowa Mikołaja Reja jak czytam takie mądrości...
Pisząc iż najwyraźniej czytałem inną "Córke krwawych" miałem na myśli treść, a będąc bardziej konkretnym, miałem na myśli fakty. Czyli to co jest dokładnie napisane, a nie jak to odebrała Pani Beata. Przykład będziesz mógł przeczytać w mojej odpowiedzi do Pani Beaty. Słowo kluczowe to taboret - poszukaj w encyklopedii czy ma oparcie czy też nie bo jest to główny argument na nierówność książki. Sumując nie pisałem o odbiorze lecz faktach więc Twoje wynurzenia na temat bagażu doświadczeń wpływającego na odbiór książki pasują tutaj jak Abba do składanki z utworami Iron Maiden.

Czytając replikę Sebastiana, zacząłem mu szczerze współczuć tego dążenia do zobiektywizowania własnego subiektywnego zdania... chyba niewiele czasu zostało mu na docenienie cudzego zdania. Widzisz, jak to można ładnie odwrócić?
Brawo nosiwoda :) Świetnie to odwróciłes. Jednak z tego co pamietam nie próbowałem przedstawić swojego zdania jako obiektywne. Co do doceniania cudzego zdania, to faktycznie niewiele zostało mi czasu na docenianie go bo zająłem się pisaniem komentarza o tym jak bardzo go nie doceniam. Jest w wielu przypadkach niezgodny z prawdą, a co za tym idzie jak można się nim cieszyć? Niestety kolejny raz nie wiesz o czym piszę.

Nie, za to również NIE płacą. Coś Ci się merda - to jest serwis fanowski, tu się robi za darmoszkę, więc nikomu nie zależy na tym, żeby zjechać czy ubóstwić.
Tutaj masz prawie racje. Nie powinienem insynuować, że ktoś zapłacił za zbluzganie książki. Jesteś jednak w błędzie jeżeli uważasz, że wszyscy w portalu pracują społecznie. Co rusz widzę w tym serwisie różnego rodzaju reklamy jak np. reklamę lotto. W tym przypadku (lotto) odpada wymiana barterowa, a wchodzi w grę zwyczajnie gotówka... Im więcej treści na portalu, artykułów, recenzji, ciekawostek itp., tym więcej wyświetleń strony przez użytkowników, a co za tym idzie portal staje się bardziej atrakcyjny dla reklamodawców.

Ano właśnie taki, że jeśli jest to nienaturalne, to potrzebne jest jakieś wyjaśnienie nienaturalnej możliwości. Przypomnę znany passus byłej narkomanki, wnoszącej CKM i jeszcze koleżankę na wzgórze - u Ziemiańskiego, w opowiadaniu o Toy. To było nienaturalne, a zostało zostawione bez komentarza - ot, autorowi pasowało.
Na temat tego "nienaturalnego" zdarzenia napiszę w odpowiedzi do Pani Beaty. Kolejny raz masz racje. Jeżeli coś byłoby faktycznie nienaturalne to wypadałoby to wyjaśnić. Ale w przypadku tego sporu o rzekomo nienaturalną sytuację, wyjaśnienie jest proste. Wystarczy znać mniej więcej budowe taboretu, czytać dokladnie książkę i nie dopisywać własnej wersji zdarzeń tak jak uczyniła to recenzentka.

NIektórym wystarcza przeczytanie recenzji, inni muszą mieć rację. Przepraszam, RACJĘ. Poza tym - chyba nigdy nie czytałeś sprawozdań sejmowych.
Faktycznie, niektórzy przyjmują słowa recenzenta jako wyrocznie, są też tacy którzy bez słowa sprzeciwu czytają krytykę, nawet jeżeli kłóci się to z tym co sami wiedzą na temat recenzowanego utworu lecz są też tacy którzy osmielają się zakwestionować słuszność opinii recenzenta, najczęściej wtedy gdy pomaga autorce pisać książkę. Rozwiniecie tej myśli możesz znaleźć w komentarzu do Pani Beaty.
Jeżeli chodzi o sprawozdania sejmowe to faktycznie nie czytalem. Słyszalem jak pewna smutna pani czytała je w tv. Strasznie traumatyczne przeżycie ale pewnie niektórzy lubią taką dawkę rozrywki.

A może nie? A może jeśli opis jest sztampowy, bliondinieczka z niebieściutkimi, tiu tiu tiu, to recenzent o tym wspomina i ma rację, że wspomina?
A co jeśli opis jest sztampowy wyłącznie w recenzji krytyka a w książce jest zupełnie inaczej, ma to swoj cel i nie jest tak rażące? Mogłbym się tu rownież rozpisać lecz nikt mi nie płaci za wyjaśnianie Ci spraw, o których wiedzieć nie chcesz.

O, patrz. Ale Twoje zdanie to już wyrocznia? W przeciwieństwie do Beaty, która opisała SWOJE wrażenia, co zaznaczone jest co i rusz?
Swoje zdanie popieram opiniami innych osób, które książkę czytały i uważają, że jest tego warta. Faktycznie mogłem użyc zwrotu "moim zdaniem" zamiast "na pewno". Mogło zostać to odebrane inaczej niz zamierzałem.

Bez sensu. Czyli co, czytam NEGATYWNĄ recenzję i kurc galopkiem lecę do księgarni, żeby kupić? Bez sensu. Zaprzeczasz całej idei recenzji jako takich.
Galopkiem, kłusem, cwałem - jak wolisz. Tempo wycieczki do księgarni mam nadzieję będziesz mógł wybrać sam - bez czytania recenzji na ten temat ;)

bo przecież jeśli ktoś przeczyta, to nie ma własnego zdania, tak?
Najwyrazniej tak. Tutaj przyjacielu zacytuję Twoje słowa, które napisałes jako drugi bądź trzeci komentarz pod tekstem tej "recenzji".

Ale przynajmniej zasadniczy cel spełniony, czyli nie kupuję.
Wychodzi na to że masz swoje zdanie ale jest ono odbiciem zdania recenzentki - czyli zwyczajnie go nie masz.

To już prędzej. Tylko że, jak wynika z posta Shadowa, Beata przeczytała ją z własnej woli. No i się zakałapućkałeś.
Proponuję uważniej czytać posty. Sprostowanie shadowmaga ukazało sie po moim komentarzu... Gdybym otrzymał informację wcześniej, nie insynuowałbym, że Pani Beata została "zmuszona" do przeczytania książki.

Cóż, jakby to powiedziała moja 8-letnia siostrzenica: No to sie zakałapućkałeś.

I nie, nie czytałem książki (i teraz to już nie zamierzam) - dlatego nie odnoszę się np. do kwestii kamieni. Odnoszę się do formy i treści Twej reakcji.
Mam nadzieję, że Pani Bishop nauczy się z tym żyć.
Być może odnosisz sie do formy i treści mojej reakcji lecz nic nie wnosisz do tej dyskusji oprócz kopiowania mojego postu.

Pozdrawiam
SL

Sebastian-L - 22:14 24-11-2008
Do Pani Beaty:

Pani Beato, zauważyłem, iż w kilku miejscach pomogła Pani autorce w napisaniu tekstu książki.

Od strony językowej patrząc, książka jest bardzo nierówna. Na przykład autorka wikła się w fizyczne nieprawdopodobieństwa. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której wieszczka, siedząc, wygłasza Bardzo Ważne Proroctwo. Osoba słuchająca natęża uwagę, przyklęka, kładzie dłonie na dłoniach wieszczki. Do tego momentu wszystko jest w porządku, sytuacja jest prawdopodobna i fizycznie możliwa do zaaranżowania - łatwo sobie wyobrazić, jak osoba słuchająca wręcz spija z ust wieszczki poszczególne słowa i wpatrując się w nią z uwagą, stara się żadnego nie uronić. Ale autorka wprowadza innowację - osoba słuchająca przyklęka ZA wieszczką i z zza jej pleców (obejmując wraz z kibicią wieszczki również oparcie fotela czy siedziska) kładzie swoje dłonie.
Nie ma ani słowa na temat oparcia we fragmencie, który Pani opisuje... Jest za to mowa o niskim taborecie, który jak wiemy oparcia nie posiada. Dodam, iż Daemon był bardzo postawnym mężczyzną wiec nie miałby raczej problemów aby uklęknąć za Tersą i położyć swoje dłonie na jej... Właściwie nie powinno mieć to az takiego znaczenia ale na podstawie Pani opini, dochodzę do wniosku, że jest to jeden z kluczowych negatywów książki (przez wzgląd na fizyczne nieprawdopodobieństwa), więc pomyślałem, że go skoryguje. Pominę fakt, iż nie wiem jak, rzekome fizyczne nieprawdopodobieństwo ma sie do strony językowej książki...

Pozostałe postaci są nie tylko wyraziste (co wcale nie jest wadą), ale i całkowicie jednoznaczne (a to już drażni). Źli ludzie są źli do szpiku kości, nie sposób doszukać się u nich ani cienia zalety, zaś postaci pozytywne są przeraźliwie dobre, na ich charakterze nie ma żadnych rys.
Bzdura. Tutaj jako przykład podam Deamona przedstawionego w książce jako sadysta i morderca. Większość ludzi drży na samo wspomnienie jego imienia. Mamy tu opis cech jak najbardziej negatywnych, jednak z drugiej strony... pomaga i opiekuje sie Jaenelle. W tych momentach dostrzegamy w nim pozytywne cechy więc w moim odczuciu ciężko jest nazwać go postacią jednoznacznie negatywną. Kolejną postacią może być Surreal. Oziębła, wyrachowana prostytutka nienawidząca mężczyzn i mszcząca się na nich za doświadczenia z dzieciństwa. Również nie postrzega sie jej jako postaci jednoznacznie negatywnej bowiem wraz z rozwojem fabuły zaczyna przejawiać cechy pozytywne.

Dlaczego o tym nie wspomniałam? Bo w mojej ocenie jest to tylko rekwizyt. Naprawdę nie zaskakuje mnie w żaden sposób informacja, że mag magowi nierówny, a miejsce w magicznej hierarchii symbolizują Kamienie. Równie dobrze mogłyby to być wstążki przy kapeluszu (oczywiście, o ile udałoby się w nich zmagazynować zapas mocy).

Moim zdaniem o kamieniach należało wspomnieć choćby dlatego, że wyjaśniają dlaczego Jaenelle posiada tak ogromną moc - bo przeciez ta landrynkowa blondyneczka, której wygląd również Pani przekolorowala, jest glowną postacią w tej książce. Ponadto kamienie służyły do podróży astralnych (o nich również Pani nie wspomniała), a które to stanowia dość istotną część fabuły. Odnośnie kamieni, jest to książka fantasy więc wszystkie chwyty dozwolone (nawet wstążki) ale podążając za Pani tokiem myślenia, u Tolkiena zamiast pierścieni mogłyby być łyżki i też nie trzeba byłoby o nich wspominać bo przecież to wyłącznie rekwizyt...

A właśnie, w książce występuje rasa skrzydlatych. Autorka miała taki pomysł i wstawiła do opowieści. I co? W jaki sposób wykorzystała potencjał takiego skrzydlatego mężczyzny? Otóż - w żaden. Nawet nie napisała nic o ubraniu, że do specjalnego krawca chodził... nic, kompletnie. Kolejna tekturowa figurka...
Jeśli chodzi o potencjał skrzydlatych mężczyzn, to również naciąga Pani fakty. Ubiór skrzydlatego: już w pierwszym rozdziale jest opis odzienia Lucivara. Poza tym występuje on w książce zaledwie kilka razy, z czego dwa razy jest nagi. Skrzydła również dodają charakteru samej postaci i nie są tylko po to aby być - są przez nią używane choćby do walki (jak wiemy z książki Eyrieńczycy byli wojownikami i właśnie skrzydła były ich głównym atutem), pomagały w wyrażaniu emocji no i naturalnie służyły do latania (co również wspomniane jest w powiesci).

co n-dziesiątą stronę natrafiam na jakieś seksualne ekscesy, które z punktu widzenia fabularnego nic nie wnoszą. Nie potrafię się cieszyć lekturą opisów biczowania, defloracji, gwałtów i kastracji, wykonywanych ręcznie, zębami czy przy użyciu najróżniejszych przedmiotów
Otóż takie opisy pojawiają się tak "często", że można je policzyć na palcach jednej ręki. W dwóch przypadkach czytelnik sam sobie dopowiada przebieg wydarzeń bowiem nie ma ich dokładnego opisu. Śmiało mogę powiedzieć, że ilość tego typu zdarzeń odpowiada dokładnie temu co Pani wymieniła: po jednym na każde zdarzenie.

oberże w powieści są bardzo ważne -to w nich właśnie córki oberżystów są regularnie gwałcone i nierzadko mordowane.
Kolejny raz próbuje Pani być zabawna kosztem faktów. Z tego co pamietam, przypadek próby gwałtu na córce karczmarza jest wspomniany w książce wyłacznie jeden raz. Nie ma szczegółowego opisu a próba zostaje udaremniona przez Deamona...

Na dodatek odbiór książki utrudnia tłumaczenie (bardzo chciałabym odkryć, o co chodzi w zdaniu: "skavi stanęło na Hayll okrakiem wieki temu." przypominam, że Askavi i Hayll to nazwy krain) i praktycznie brak korekty w prologu i pierwszym rozdziale utworu (liczne błędy gramatyczne, składniowe i stylistyczne).

Pani Beato, była to nazwyklejsza przenośnia, którą zrozumie każdy kto przeczyta cały akapit, a nie wyrwane z kontekstu, przedstawione przez Panią zdanie. Metafora ta, odnosi się bowiem do dominacji jednej krainy nad drugą. Mam nadzieję, że okazałem się pomocny w rozwikłaniu tej arcytrudnej zagadki.

To co na koniec jeszcze mi się nasuwa, to fakt, iż większość Pani zarzutów odnosi sie do Prologu i I rozdziału książki...

Kończąc mój post, przepraszam za wcześniejsze, jak to ładnie ujął shadowmage "wycieczki osobiste", które nie powinny się znaleźć w moim komentarzu.

Pozdrawiam,
SL

nosiwoda - 09:08 25-11-2008
Yay! Doczekałem się.
Sebastian-L pisze:Jak chcemy aby coś zabrzmiało mądrze, należy wrzucić kilka makaronizmów. Od razu przypominają mi sie słowa Mikołaja Reja jak czytam takie mądrości...
Jak chcemy, żeby coś zabrzmiało poważnie, podpieramy się autorytetami. Niestety, trafiasz kulą w płot, bo formuła o degustibusie, często w formie DGCC, jest bardzo często używana w dyskusjach internetowych, co niweluje zarzut, że "ma zabrzmieć mądrze". gdybym napisał, że "o gustach się raczej nie dyskutuje", to byś wtedy zrozumiał?
Sebastian-L pisze:Jednak z tego co pamietam nie próbowałem przedstawić swojego zdania jako obiektywne.
Fail.
Sebastian-L ciutkę wcześniej pisze:Nie jest to książka wybitna ale na pewno dobra i warta polecenia.

Sebastian-L pisze:Niestety kolejny raz nie wiesz o czym piszę.
No, to akurat jest raczej zarzut do Ciebie :)
Sebastian-L pisze:Jesteś jednak w błędzie jeżeli uważasz, że wszyscy w portalu pracują społecznie. Co rusz widzę w tym serwisie różnego rodzaju reklamy jak np. reklamę lotto. W tym przypadku (lotto) odpada wymiana barterowa, a wchodzi w grę zwyczajnie gotówka... Im więcej treści na portalu, artykułów, recenzji, ciekawostek itp., tym więcej wyświetleń strony przez użytkowników, a co za tym idzie portal staje się bardziej atrakcyjny dla reklamodawców.
Nie jestem w błędzie, bo ja to wiem. Ty natomiast jesteś w błędzie, bo nie wiesz, jak to działa. Pieniądze uzyskane z ewentualnych reklam (groszowe sprawy, bo wrzucane na wszystkie serwisy obsługiwane przez daną firmę medialną, a nie dedykowane) idą na utrzymanie serwera, na którym przeczytałeś tę recenzję, ewentualnie na zakup tych książek, które portal chce zrecenzować, a nie dostał jako gratisy od wydawnictw.

Sebastian-L pisze:Jeżeli chodzi o sprawozdania sejmowe to faktycznie nie czytalem.
No patrz, to teraz śliczna copypasta: oszczędź mi proszę dyskusji na temat czegoś o czym nie masz pojęcia.

Sebastian-L pisze:Mogłbym się tu rownież rozpisać lecz nikt mi nie płaci za wyjaśnianie Ci spraw, o których wiedzieć nie chcesz.
Ach, czyli ktoś Ci płaci za wyjaśnianie tych kwestii Beacie?
Jeśli przeszkadza Ci, że nikt Ci nie płaci za rozmowę ze mną, czy innymi użytkownikami forum, to po co zaczynałeś ją na publicznym otwartym forum? A jeśli po prostu CHCIAŁEŚ powyjaśniać, to wysuwanie teraz "argumentu", że nikt Ci nie płaci za wyjaśnianie jest demagogią, i to taniutką.

Sebastian-L pisze:Galopkiem, kłusem, cwałem - jak wolisz. Tempo wycieczki do księgarni mam nadzieję będziesz mógł wybrać sam - bez czytania recenzji na ten temat ;)
Idiotyzm. Ale co się będę powtarzał.

Sebastian-L pisze:
bo przecież jeśli ktoś przeczyta, to nie ma własnego zdania, tak?
Najwyrazniej tak. Tutaj przyjacielu zacytuję Twoje słowa, które napisałes jako drugi bądź trzeci komentarz pod tekstem tej "recenzji".

Ale przynajmniej zasadniczy cel spełniony, czyli nie kupuję.
Wychodzi na to że masz swoje zdanie ale jest ono odbiciem zdania recenzentki - czyli zwyczajnie go nie masz.
ROTFL! Niemądry tekst tygodnia.
Wyjaśnię Ci - bez opłat, nie obawiaj się - jak działają recenzje. Recenzje dają wskazówki - kieruję się ewentualnie recenzjami jako "opiniami innych osób, które książkę czytały" i uważają, że jest - albo nie jest - tego warta. Rozumiesz teraz? Recenzja to jak ci Twoi znajomi - mówią Ci "tego nie czytaj, nie warto" albo "bierz tę książkę, jest super!". W konsekwentnym Twoim ujęciu za każdym razem, gdy słuchasz znajomego, zachwalającego lub odradzającego Ci książkę, wykazujesz się po prostu... brakiem własnego zdania.
Sebastian-L pisze:Gdybym otrzymał informację wcześniej, nie insynuowałbym, że Pani Beata została "zmuszona" do przeczytania książki.
Ach, czyli żeby nie insynuować, musisz być uprzednio poinformowany o wszelkich okolicznościach sprawy? Inaczej insynuujesz bez problemu?
No to się zakałapućkałeś.
Sebastian-L pisze:Mam nadzieję, że Pani Bishop nauczy się z tym żyć.
Być może odnosisz sie do formy i treści mojej reakcji lecz nic nie wnosisz do tej dyskusji oprócz kopiowania mojego postu.
Daję odpór niemądrej insynuacji. Mnie to wystarczy, zdanie pani Bishop - o której powieści się nie wypowiedziałem, więc nie ma sensu jej tu przywoływanie - mnie nie obchodzi. Jeśli nic nie wnoszę do dyskusji, to zastanawiać się można: czemu tak wiele razy przyznałeś mi rację? Hm? Ciekawostka.

Shadowmage - 09:54 25-11-2008
Sebastian-L pisze:Tutaj masz prawie racje. Nie powinienem insynuować, że ktoś zapłacił za zbluzganie książki. Jesteś jednak w błędzie jeżeli uważasz, że wszyscy w portalu pracują społecznie. Co rusz widzę w tym serwisie różnego rodzaju reklamy jak np. reklamę lotto. W tym przypadku (lotto) odpada wymiana barterowa, a wchodzi w grę zwyczajnie gotówka... Im więcej treści na portalu, artykułów, recenzji, ciekawostek itp., tym więcej wyświetleń strony przez użytkowników, a co za tym idzie portal staje się bardziej atrakcyjny dla reklamodawców.
Nosiwoda w zasadzie już Ci odpowiedział. Chciałbym, żeby te reklamy przynosiły ogromne zyski, ale tak nie jest. Mogę Cię jedynie zapewnić, że wszelkie uzyskane od reklamodawców pieniądze idą na działalność serwisu. A i tak nie zawsze starcza. Chyba nie wymagasz od nas, byśmy jeszcze do interesu całkowicie dokładali z własnej kieszeni?
A jeśli chodzi o kontrowersyjne treści - jeśli już stosowalibyśmy takie tanie chwyty, to na pewno nie w przypadku książki, o której mało kto słyszał. Zjechać takiego Tolkiena, Herberta czy Sapkowskiego - to by przyciągnęło ludzi. Tyle, że jeśli nie chce się być sieciowym odpowiednikiem "Faktu", to taka taktyka jest nieopłacalna na dłuższą metę.

RaF - 10:14 25-11-2008
Sebastian-L pisze:Tutaj masz prawie racje. Nie powinienem insynuować, że ktoś zapłacił za zbluzganie książki. Jesteś jednak w błędzie jeżeli uważasz, że wszyscy w portalu pracują społecznie. Co rusz widzę w tym serwisie różnego rodzaju reklamy jak np. reklamę lotto. W tym przypadku (lotto) odpada wymiana barterowa, a wchodzi w grę zwyczajnie gotówka... Im więcej treści na portalu, artykułów, recenzji, ciekawostek itp., tym więcej wyświetleń strony przez użytkowników, a co za tym idzie portal staje się bardziej atrakcyjny dla reklamodawców.


EDIT: Shadow odpowiedział, więc nie będę go dublował. Nikt z redaktorów Katedry, przez cały okres jej działalności, nigdy nie zarobił na niej nawet złotówki. Co więcej, rokrocznie odbywają się redakcyjne zrzutki na pokrycie kosztów serwera. Jedynym materialnym zyskiem są książki, które dostajemy do recenzowania. Tak więc prosiłbym o nieszarżowanie z oskarżeniami.

Beata - 10:32 25-11-2008
Sebastian-L pisze:Do Pani Beaty:

Pani Beato, zauważyłem, iż w kilku miejscach pomogła Pani autorce w napisaniu tekstu książki.

Od strony językowej patrząc, książka jest bardzo nierówna. Na przykład autorka wikła się w fizyczne nieprawdopodobieństwa. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której wieszczka, siedząc, wygłasza Bardzo Ważne Proroctwo. Osoba słuchająca natęża uwagę, przyklęka, kładzie dłonie na dłoniach wieszczki. Do tego momentu wszystko jest w porządku, sytuacja jest prawdopodobna i fizycznie możliwa do zaaranżowania - łatwo sobie wyobrazić, jak osoba słuchająca wręcz spija z ust wieszczki poszczególne słowa i wpatrując się w nią z uwagą, stara się żadnego nie uronić. Ale autorka wprowadza innowację - osoba słuchająca przyklęka ZA wieszczką i z zza jej pleców (obejmując wraz z kibicią wieszczki również oparcie fotela czy siedziska) kładzie swoje dłonie.
Nie ma ani słowa na temat oparcia we fragmencie, który Pani opisuje... Jest za to mowa o niskim taborecie, który jak wiemy oparcia nie posiada. Dodam, iż Daemon był bardzo postawnym mężczyzną wiec nie miałby raczej problemów aby uklęknąć za Tersą i położyć swoje dłonie na jej... Właściwie nie powinno mieć to az takiego znaczenia ale na podstawie Pani opini, dochodzę do wniosku, że jest to jeden z kluczowych negatywów książki (przez wzgląd na fizyczne nieprawdopodobieństwa), więc pomyślałem, że go skoryguje.

Ależ nie o to chodzi, że rękami nie sięgnie. Sięgnie. Każdy facet sięgnie, jak tylko się postara. Pytanie brzmi: po co sięga od tyłu? Spoza pola widzenia wyciąga ręce i znienacka dotyka? Nie boi się, że wieszczkę z transu wytrąci i reszta proroctwa nie zostanie wygłoszona?
I proszę mi nie zarzucać, że próbuję za Autorkę pisać - ja tylko swoją wizualizację tej sceny opisuję i swoje wrażenia przedstawiam.

Sebastian-L pisze:Pominę fakt, iż nie wiem jak, rzekome fizyczne nieprawdopodobieństwo ma sie do strony językowej książki...

Bardzo się z tego pominięcia cieszę, bo na ten zarzut już odpowiedziałam. Nosiwodzie...

Sebastian-L pisze:
Pozostałe postaci są nie tylko wyraziste (co wcale nie jest wadą), ale i całkowicie jednoznaczne (a to już drażni). Źli ludzie są źli do szpiku kości, nie sposób doszukać się u nich ani cienia zalety, zaś postaci pozytywne są przeraźliwie dobre, na ich charakterze nie ma żadnych rys.
Bzdura. Tutaj jako przykład podam Deamona przedstawionego w książce jako sadysta i morderca. Większość ludzi drży na samo wspomnienie jego imienia. Mamy tu opis cech jak najbardziej negatywnych, jednak z drugiej strony... pomaga i opiekuje sie Jaenelle. W tych momentach dostrzegamy w nim pozytywne cechy więc w moim odczuciu ciężko jest nazwać go postacią jednoznacznie negatywną. Kolejną postacią może być Surreal. Oziębła, wyrachowana prostytutka nienawidząca mężczyzn i mszcząca się na nich za doświadczenia z dzieciństwa. Również nie postrzega sie jej jako postaci jednoznacznie negatywnej bowiem wraz z rozwojem fabuły zaczyna przejawiać cechy pozytywne.

Akurat dla mnie Daemon i Surreal są postaciami pozytywnymi... ale to tylko mój osąd.
Moje zarzuty dotyczące "tekturowości" postaci dotyczą Królowych, dowódców straży, rodziców Jaenelle, jej guwernantki/bony...

Sebastian-L pisze:
Dlaczego o tym nie wspomniałam? Bo w mojej ocenie jest to tylko rekwizyt. Naprawdę nie zaskakuje mnie w żaden sposób informacja, że mag magowi nierówny, a miejsce w magicznej hierarchii symbolizują Kamienie. Równie dobrze mogłyby to być wstążki przy kapeluszu (oczywiście, o ile udałoby się w nich zmagazynować zapas mocy).

Moim zdaniem o kamieniach należało wspomnieć choćby dlatego, że wyjaśniają dlaczego Jaenelle posiada tak ogromną moc - bo przeciez ta landrynkowa blondyneczka, której wygląd również Pani przekolorowala, jest glowną postacią w tej książce. Ponadto kamienie służyły do podróży astralnych (o nich również Pani nie wspomniała), a które to stanowia dość istotną część fabuły. Odnośnie kamieni, jest to książka fantasy więc wszystkie chwyty dozwolone (nawet wstążki) ale podążając za Pani tokiem myślenia, u Tolkiena zamiast pierścieni mogłyby być łyżki i też nie trzeba byłoby o nich wspominać bo przecież to wyłącznie rekwizyt...

Tyle tylko, że Tolkien był pierwszy... i teraz każdy twórca fantasy jest do niego - chcąc, niechcąc - przyrównywany.

Sebastian-L pisze:
co n-dziesiątą stronę natrafiam na jakieś seksualne ekscesy, które z punktu widzenia fabularnego nic nie wnoszą. Nie potrafię się cieszyć lekturą opisów biczowania, defloracji, gwałtów i kastracji, wykonywanych ręcznie, zębami czy przy użyciu najróżniejszych przedmiotów
Otóż takie opisy pojawiają się tak "często", że można je policzyć na palcach jednej ręki. W dwóch przypadkach czytelnik sam sobie dopowiada przebieg wydarzeń bowiem nie ma ich dokładnego opisu. Śmiało mogę powiedzieć, że ilość tego typu zdarzeń odpowiada dokładnie temu co Pani wymieniła: po jednym na każde zdarzenie.

Plus kilka obrazowych sugestii na okoliczność prewencyjnego "łamania" Czarownic, które to łamanie jest niczym innym, jak przymusową defloracją...
Ale zastanawiam się, co Autorka chciała poprzez te akurat obrazy/sceny pokazać? Po co te wszystkie opisy? Nie czepiam się aż tak bardzo tego "łamania" - można tu dopatrywać się rytuału przejścia, momentu, w którym czarownica osiąga pełnię mocy... albo też nie osiąga i ląduje w Wykrzywionym Królestwie. OK - to rozumiem. Ale po co te inne opisy? Czyjeś okrucieństwo, bezduszność i przedmiotowe traktowanie ludzi można pokazać na kilka (co najmniej) innych sposobów - po co zaraz perwersje seksualne przywoływać?

Sebastian-L pisze:To co na koniec jeszcze mi się nasuwa, to fakt, iż większość Pani zarzutów odnosi sie do Prologu i I rozdziału książki...

Zaczynam lekturę i już "od progu" potykam się o takie "kwiatki"... dziwi się Pan, że o nich wspominam?

AdamB - 10:44 25-11-2008
Wydaje mi się, że serwis ten jest skierowany do większej grupy osób niż te kilkanaście ze "starej gwardii", a jeżeli tak to nie powinno się rzucać jak stado psów na każdą osobę która ma inne, nie popularne zdanie. To pozostawia takie odium kliki.
Z uwagi na to że temat dotyczy recenzji książki uważam, że warunkiem koniecznym do jej kontynuowania jest jej przeczytanie (nie zamierzałem jej kupować ale teraz to rozważam).
Ataki Nosiwody były naprawdę nie na miejscu. Pozostawmy temat pani Beacie i panu Sebastianowi.
Jeżeli chcemy dołączyć przeczytajmy książkę.

nosiwoda - 11:01 25-11-2008
Jak ja jestem "stara gwardia" i "klika", to Ty naprawdę jesteś Najemnik.
Powtórzę - nie odzywam się o książce, więc Twój post jest nie na miejscu, zwłaszcza ten tekst o klice. Piszę o recenzji i reakcji na nią. Insynuacyjnej, co sam jej autor przyznaje.

nosiwoda - 08:43 15-04-2009
Ha. Pozwolę sobie na maleńką złośliwość i przypuszczenie po pół roku: czy fakt braku aktywności Sebastiana-L w innych tematach i bronienie książki w zaparte może świadczyć o tym, że Sebastian-L jest przedstawicielem wydawcy? Hmmm. :)

Sebastian-L - 23:58 21-04-2009
Do Nosiwody: Widze przyjacielu, ze zapadlem Ci w pamiec ;) Rozgryzles mnie. Jestem tajnym agentem wydawnictwa ale tylko po godzinach pracy. Na pelen etat jestem agentem KGB.

Mały_czołg - 11:19 22-04-2009
nosiwoda pisze:(...)czy fakt braku aktywności Sebastiana-L w innych tematach i bronienie książki w zaparte może świadczyć o tym, że Sebastian-L jest przedstawicielem wydawcy? Hmmm. :)

Oceniając po poziomie zapartości - raczej zdecydowanie jest przedstawicielem konkurencji.

nosiwoda - 15:52 22-04-2009
Sebastian-L pisze:Na pelen etat jestem agentem KGB.
O, Białorusin.

Flipka - 21:00 23-04-2009
HA! Ja PRZECZYTAŁAM "Córkę krwawych", nie ukrywam, że powieść mi się bardzo spodobała. Owszem, jest pełna scen przemocy, jak gwałty, kastracja, dużo w niej seksu, i to takiego który co wrażliwsi mogliby uznać za perwersyjny, sam świat jest zarysowany, nie opisany szczegółowo, a główna postać Jaenelle jest naiwna i nieco cukierkowa, ale nie mogę powiedzieć, bym się zgadzała z recenzją Beaty. Oczywiście, recenzja jest recenzją, każdy utwór inaczej odczytuje, ale wydaje mi się, że Beata jednak musiała się zrazić do tej powieści na początku, nie "podpasiła" jej, i dlatego wielu rzeczy nie dostrzegła, a o których pisze w recenzji. Według mnie, po pierwsze, powieść zaczyna cały cykl, więc co do kreacji świata, nie przeszkadza mi, że nie jest szczegółowo opisany, a nie zgadzam się z poglądem, że nic o nim nie wiadomo. Owszem, wiadomo, jeśli się nieco dokładniej czyta. Np. taki a nie inny stan (patologiczny) społeczeństwa Krwawych wynika z deprawacji Królowych, a zwłaszcza jednej - Dorothei z Hyall, i jej poprzedniczki Hekatah, które machinacjami, podstępem, zdradą powoli podporządkowywały sobie kolejne Terytoria, gubiąc prawe Królowe i doprowadzając do władzy uległe sobie. A zwracam uwagę na długowieczność rasy hayllańskiej - ci ludzie żyją tysiące lat. Inne rasy nie są tak długowieczne, a jest ich w powieści kilka, nie tylko Eyrien (skrzydlaci). Ale o tym nie jest napisane w jednym miejscu, trzeba te informacje "pozbierać".
Poza tym, o ile mi wiadomo, powieść jest debiutem i ma niektóre wady typowe dla debiutu, tj. nieco szablonowe postaci, przynajmniej niektóre, dość słabo zarysowaną kreację świata, nie wszystkie wprowadzone wątki wyjaśnione. Jednak uważam, że COŚ W TEJ POWIEŚCI JEST, coś na tyle odmiennego od standardowo stosowanych konwencji typowych dla fantasy, co sprawiło, że przeczytałam ją jednym tchem, i czekam na następne tomy. Jeszcze o scenach przemocy - na tylnej okładce było zaznaczone, że powieść jest dla dorosłych, choć przednia jest tak cukierkowa, jak to tylko możliwe, ale kto zada sobie trochę trudu ustali, że okładka jest z oryginalnego wydania, więc pewnie wydawca polski nic nie miał do powiedzenia.
Jeszcze mała uwaga o recenzji Beaty (mam nadzieję, że się nie obrazisz), wydaje mi się, że Twoja recenzja nie wzbudziłaby takiej napastliwości, gdybyś choć w paru zdaniach napomknęła o podstawowych założeniach świata Krwawych, tj. że są trzy równoległe światy: Terreille, Kaeleer i Piekło, przy czym na tym etapie serii uważam, że tylko Piekło można nazwać światem astralnym, zaś Terreille jest na pewno rzeczywiste, zaś co do Kaeleer, faktycznie - prawie nic o nim nie wiadomo. Postaci mogą przechodzić między światami przez Wrota, z wyj. Jaenelle, która "skacze" bezpośrednio, czym zresztą zadziwia i przeraża Saetana.
Tak więc, mnie się powieść podoba, kupię na pewno kolejny tom, który ma się zgodnie z zapowiedziami ukazać 11 maja, a co dalej - zobaczymy. Jeśli II tom nie spodoba mi się, książki pewnie nie skończę. Co prawda nie przypuszczam by tak było, ale nigdy nie wiadomo.
Zaznaczam, że nie mam żadnych związków z żadnym wydawnictwem, jestem bezinteresownym czytelnikiem i nigdy od nikogo nie dostałam niczego za przeczytanie i zrecenzowanie książki. Chociaż czasem bym chciała, ale jakoś nie mam szczęścia w konkursach :-(.
pozdrawiam i życzę interesującej lektury - ogólnie.

historyk - 22:55 23-04-2009
AdamB pisze:Wydaje mi się, że serwis ten jest skierowany do większej grupy osób niż te kilkanaście ze "starej gwardii", a jeżeli tak to nie powinno się rzucać jak stado psów na każdą osobę która ma inne, nie popularne zdanie. To pozostawia takie odium kliki.
Z uwagi na to że temat dotyczy recenzji książki uważam, że warunkiem koniecznym do jej kontynuowania jest jej przeczytanie (nie zamierzałem jej kupować ale teraz to rozważam).
Ataki Nosiwody były naprawdę nie na miejscu. Pozostawmy temat pani Beacie i panu Sebastianowi.
Jeżeli chcemy dołączyć przeczytajmy książkę.


W pełni się zgadzam i jeszcze dwie uwagi:
1. "stadnie" naskakujecie na faceta, któremu chce się dyskutować o książce i recenzji, zamiast się cieszyć, że coś się dzieje na tym pół martwym forum
2. faktem jest, że Sebastian lepiej by zrobił, gdyby odniósł się tylko do książki i recenzji, bez przytyków wobec Beaty

toto - 00:32 24-04-2009
historyk pisze:
AdamB pisze:Wydaje mi się, że serwis ten jest skierowany do większej grupy osób niż te kilkanaście ze "starej gwardii", a jeżeli tak to nie powinno się rzucać jak stado psów na każdą osobę która ma inne, nie popularne zdanie. To pozostawia takie odium kliki.
Z uwagi na to że temat dotyczy recenzji książki uważam, że warunkiem koniecznym do jej kontynuowania jest jej przeczytanie (nie zamierzałem jej kupować ale teraz to rozważam).
Ataki Nosiwody były naprawdę nie na miejscu. Pozostawmy temat pani Beacie i panu Sebastianowi.
Jeżeli chcemy dołączyć przeczytajmy książkę.
W pełni się zgadzam i jeszcze dwie uwagi:
1. "stadnie" naskakujecie na faceta, któremu chce się dyskutować o książce i recenzji, zamiast się cieszyć, że coś się dzieje na tym pół martwym forum
Właściwie to nosiwoda sobie z Sebastianem "podyskutował". RaF odezwał się raz, gdy między słowami zarzucono coś katedrze, ja odezwałem się raz, GeddieZ też (pierwszy komentarz do recenzji, nie dotyczył Sebastiana). Dyskusja odbyła się właściwie między Sebastianem, nosiwodą i Beatą (i może Shadowem). Tylko kto tu należy do starej gwardii (Adamie?)? Chyba tylko Shadow. Nie widzę też stada.

nosiwoda - 21:25 26-04-2009
Ja jestem tylko stary. Stada nie tworzę, a do wojska (tym bardziej do gwardii!) mnie nie chcieli :(

toudi 21 - 08:52 01-05-2009
Gdyby Sebastian Nie odnosił się do Beaty osobiście i nie wykazywał barku szacunku Dyskusji by nie było

toto - 22:24 02-05-2009
Widać nie tylko Beata nie poznała się na powieści pani Bishop. Oto dowód

Shadowmage - 07:08 03-05-2009
Hehe, po tekście agrafka dochodzę do wniosku, że może to i lepiej, że Beata nie zagłębiała się w treść ksiażki :P

toto - 20:20 03-05-2009
Po przeczytaniu tej recki, aż coś mnie naszło i zajrzałem na wp (jakże miarodajnej ;) ) w poszukiwaniu czegoś o tej książce. Na recenzję nie trafiłem, ale ocenę czytelników miało bardzo dobrą, coś około 8/10, przy około 250 głosach. Hmm. Ale wierzę bardziej Beacie i agrafkowi niż ocenom z wp. :roll:

toudi 21 - 14:50 05-05-2009
Brawa dla Agrafka. Tylko czy teraz Sebastian nie przejdzie do ofensywny przeciwko niemu.

Sebastian-L - 00:29 06-05-2009
toto pisze:Widać nie tylko Beata nie poznała się na powieści pani Bishop. Oto dowód


Specjalnie dla ciebie przyjacielu poszukałem „dowodów” na to że jednak ktoś poznał się na książce Bishop (mniej lub bardziej):

dowód-1

dowód-2

dowód-3

dowód-4

dowód-5

dowód-6

dowód-7

dowód-8

dowód-9

dowód-10

dowód-11

dowód-12

Skoro już opierasz się wyłącznie na recenzjach to chciałem nieco poszerzyć twoje horyzonty :D
Domyślam się, że te opinie nic tu nie zmienią bo przecież masz już zdanie Beaty i agrafka, no a poza tym uczestniczysz w krucjacie przeciwko tej książce, a to przecież zobowiązuje do bycia konsekwentnym :D

toudi 21 pisze:Brawa dla Agrafka. Tylko czy teraz Sebastian nie przejdzie do ofensywny przeciwko niemu.


Rozumiem, że Twój entuzjazm wynika z tego, że Córka krwawych Ci się nie podoba i po prostu opinia agrafka oddaje Twoje odczucia wobec tej powieści. Przecież nie cieszyłbyś się tylko dlatego że ktoś zmieszał książkę, o której nie masz bladego pojęcia, z błotem...
Zapewniam Cię, że nie przejdę do ofensywy wobec agrafka. Jest bezpieczny :D Nie odwiedzam tamtego portalu.

nosiwoda - 09:01 06-05-2009
Sebastian-L pisze:uczestniczysz w krucjacie przeciwko tej książce
Tyś jeszcze krucjaty nie widział. Tu jest zwykła dyskusja, nawet niezbyt długa czy emocjonalna.

Rzeczywiście, liczba recenzji pozytywnych fascynująca. Pozostaje wybrać recenzenta, którego gust pokrywa się (co stwierdziliśmy na podstawie wcześniejszych recenzji czy rozmów) z naszym i tego się trzymać przy zakupach (co jest truizmem, oczywiście).

Mały_czołg - 11:37 06-05-2009
Sebastian-L pisze:dowód-10

Jeśli się nie mylę dałeś jako argument pozytywną recenzję z Gildii. Z mojego doświadczenia z tym portalem (czy jak to nazwać) i jego recenzentami, możliwie pozytywnym docenieniem wartości jakiejś książki byłaby recenzja negatywna zamieszczona tamże. Recenzja pozytywna stamtąd to poważny dowód obciążający.

toto - 15:17 06-05-2009
Sebastian-L pisze:Specjalnie dla ciebie przyjacielu poszukałem „dowodów” na to że jednak ktoś poznał się na książce Bishop (mniej lub bardziej):
Fajnie. Ale też napisałem, że wielu osobom się spodobała. Tylko napisałem też, że dla mnie większymi autorytetami są Beata i agrafek (z różnych przyczyn) niż anonimowi userzy wp (odnośnie tego co podałem).

Sebastian-L pisze:Skoro już opierasz się wyłącznie na recenzjach to chciałem nieco poszerzyć twoje horyzonty Very Happy Domyślam się, że te opinie nic tu nie zmienią bo przecież masz już zdanie Beaty i agrafka, no a poza tym uczestniczysz w krucjacie przeciwko tej książce, a to przecież zobowiązuje do bycia konsekwentnym
Jeśli mam decydować czy na coś wydać kasę, czy nie, to tak, opieram się często na recenzjach, opiniach, itp. Ale w przypadku tej książki, ani razu jej nie skrytykowałem. Tylko wrednie podałem linka do innej negatywnej recenzji.

Sebastian-L pisze: no a poza tym uczestniczysz w krucjacie przeciwko tej książce, a to przecież zobowiązuje do bycia konsekwentnym
Po prostu niszczę ją na wszelkich możliwych portalach literackich/kulturalnych/fantastycznych, piszę wredne repliki pod recenzjami i ogólnie walczę z wszelkimi pozytywnymi opiniami na temat książki pani Bishop. Prawda jest taka, że mam tę książkę gdzieś. Recenzję podałem, ponieważ przeczytałem sobie nowy numer CF, a tam była recenzja książki pani Bishop. Pamiętałem, że recenzja na katedrze wywołała trochę szumu, to podałem linka. A zdanie o książce mam wyrobione: jest nie dla mnie, podobnie jak 99,99% książek wydawanych w Polsce (w tym super hity pani Canavan, pani Rowling i wielu innych pań i panów). Nie zmieniłaby tego nawet pozytywna recenzja Beaty czy agrafka, po prostu nie ta tematyka. Od dłuższego czasu unikam fantasy. Choć czasem recenzje czytam. A w tym przypadku, chyba najpierw przeczytałem wymianę zdań na forum, a dopiero później samą recenzję.

nosiwoda pisze:Rzeczywiście, liczba recenzji pozytywnych fascynująca. Pozostaje wybrać recenzenta, którego gust pokrywa się (co stwierdziliśmy na podstawie wcześniejszych recenzji czy rozmów) z naszym i tego się trzymać przy zakupach (co jest truizmem, oczywiście).
Może i truizmem, ale taka jest prawda. Z internetowych recenzentów, tylko kilku jest w stanie zachęcić mnie do książki (albo zniechęcić jeśli wcześniej miałem na nią ochotę). Ale też nie wystarczy sama pozytywna ocena (10/10 plus opis przezajebiaszcza!!!). Czasem książka jest w zupełnie nie interesującej mnie konwencji (jak jest w tym przypadku, fantasy już praktycznie nie trawię i nie czytam), a wtedy nawet pozytywna recenzja raczej mnie nie skusi.

toudi 21 - 14:47 07-06-2009
Utknąłem w połowie. Szczerze podziwiam wytrwałość Agrafka i Beaty. To po prostu chłam. A redakcja ...

Mały_czołg - 13:13 08-06-2009
toudi 21 pisze:Utknąłem w połowie. Szczerze podziwiam wytrwałość Agrafka i Beaty. To po prostu chłam. A redakcja ...

Daj jakąś skalę porównawczą - gorsze od Goodkinda?

toudi 21 - 10:35 11-06-2009
Różnica między Bishop a Goodkingiem jest taka jak między Goodkingiem a dowolnym Autorem z UW XD

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Balladę ptaków i węży"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper"


 Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

 Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Trzeci front"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Jordan, Robert - "Wojownik Altaii"

 Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

Fragmenty

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

 Dworakowski, Witold - "Wieczny buntownik"

 Ziębiński, Robert - "Dzień wagarowicza"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS