NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Weekes, Patrick - "Cesarstwo masek"

Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

Ukazały się

Szostak, Wit - "Fuga" (Powergraph)


 Andrews, Ilona - "Magia zmienia"

 Le Guin, Ursula K. - "Dotąd dobrze"

 Hobb, Robin - "Przeznaczenie Skrytobójcy"

 Paolini, Christopher - "Widelec, Wiedźma i smok"

 Flanagan, John - "Powrót Temudżeinów"

 Bloch, Robert - "Psychoza"

 Campbell, John W. - "Coś"

Linki

Piekara, Jacek - "Rycerz Kielichów"
Wydawnictwo: Runa
Data wydania: Listopad 2007
ISBN: 978-83-89595-37-9
Oprawa: miękka
Format: 125×195 mm
Liczba stron: 336
Cena: 29,50 zł
Ilustracja na okładce: Jakub Jabłoński



Piekara, Jacek - "Rycerz Kielichów"

Już dawno nic mnie tak bardzo nie zaskoczyło, jak pojawienie się w księgarniach „Rycerza Kielichów” Jacka Piekary. Książka od tak dawna „wisiała” w zapowiedziach „Runy”, że już zwątpiłem w jej istnienie. Tym bardziej, że sam autor zagadywany o datę wydania najczęściej udzielał wymijających odpowiedzi lub wręcz zbywał pytającego. I nagle niczym grom z jasnego nieba – w nowej, krzykliwej okładce – „Rycerz Kielichów” nadjechał.
Książka Piekary wpisuje się w szereg powieści opartych na schemacie znanym z „Jankesa na dworze króla Artura” Marka Twaina. Oto Bezimienny Główny Bohater (BGB) z naszego świata podczas snu przenosi się do magicznej krainy, gdzie wciela się w postać legendarnego herosa zwanego Lanne Lloch l’Annah, i jak przystało typowemu bohaterowi sztampowej fantasy – przetrzepie skórę Złu, a także wypełni po drodze drobne questy. Zasadniczo nie mam nic przeciwko schematom fabularnym – bądź co bądź prawie cała literatura fantasy opiera się 3-4 standardowych motywach z małymi modyfikacjami. Niestety tym razem schemat zawodzi, a z nim cała książka.
Mój podstawowy zarzut brzmi: „Książka nie wnosi nic nowego do gatunku”. W powieści brakuje bowiem świeżych pomysłów, czegoś, co odróżniałoby „Rycerza Kielichów” od innych pozycji fantasy. Klasyczny bohater, klasyczne przygody, klasyczne zakończenie. Nihil novi sub sole jak rzekliby Rzymianie. Najmniej oklepany wydaje się być pomysł na przenoszenie się do Never Never Landu jedynie na okres snu, chociaż z drugiej strony zbliżony zabieg mieliśmy u Stephena Donaldsona („Kroniki Thomasa Covenanta Niedowiarka”) czy Grahama Mastertona (cykl „Wojownicy nocy”). Sama akcja rozwija się dosyć powoli i czytelnik w tym czasie nie ma co liczyć na szczególne atrakcje. Lanne Lloch l’Annah porusza się po magicznej krainie dosyć ospale – tu stoczy jakiś pojedynek, tam z kimś porozmawia. Nawet opis decydującej bitwy wyszedł „letni” – odnosi się wręcz wrażenie, że autorowi wcale nie chciało się jej opisywać.
Jacek Piekara już w cyklu o Mordimerze Madderdinie zasłynął jako mistrz niedomówień (tzn. czytelnik sporą liczbę rzeczy musiał sobie sam dopowiedzieć), ale tutaj przeskoczył sam siebie. Nie dowiadujemy się, ani dlaczego BGB wcielił się w mityczną postać, ani kto w naszym świecie pragnie mu zaszkodzić. Podobnie jest z tajemniczą Anną, która wydaje się być osobą o olbrzymiej wiedzy, mogącą wyjaśnić większość zagadek. Niestety, niczym w kiepskich kryminałach, Anna woli milczeć, lub ewentualnie rzucać od czasu do czasu niejasnymi aluzjami. Zapomnijmy również choćby o słowie wyjaśnienia na temat samego pochodzenia czy czynów Lanne Lloch l’Annah. Autor cały czas pisze, że to wielki heros i to musi wystarczyć.
Zresztą sama postać BGB bardziej irytuje niż intryguje. Po „naszej stronie” jest to typowy macho, który myśli jedynie o zaciągnięciu do łóżka kolejnej kobiety, natomiast w świecie magii przeistacza się w szlachetnego do granic absurdu bohatera. Wspaniałomyślnie przebacza winy wszystkim swoim wrogom, a co drugie słowo jego trąci banałem. Szczególnie niezjadliwa jest mowa wygłaszana do wojska przed finałową bitwą. Słychać w niej dalekie echa „Gladiatora”, a patosem przebija nawet przemówienie prezydenta USA z „Dnia Niepodległości”.
Równie nieciekawie prezentują się inne postaci, bliższe manekinom niż bohaterom z krwi i kości. Inna sprawa, że autor nie daje im szansy na odegranie większej roli w powieści – każdej z postaci jest przypisana jedna funkcja (zdrajca, lojalny przyjaciel, kochanka) i nic więcej. Gorsze jest jednak to, że nawet w tych standardowych rolach są nieprzekonujący, a motywy ich postępowania słabo uzasadnione. Gdzie podziały się świetnie skonstruowane postaci drugoplanowe wnoszące takie ożywienie w cyklu o Mordimerze Madderdinie?
Zawiodą się także miłośnicy dotychczasowego stylu pisarza. W „Rycerzu Kielichów” na próżno można szukać pełnych ironii, dosadnych dialogów, czarnego humoru czy mrocznego klimatu. Na dobrą sprawę powieść ratuje jedynie to, że autor wciąż potrafi świetnie posługiwać się piórem, co powoduje, że książkę czyta się lekko, miło i przyjemnie. Pytanie tylko, czy po książkach Jacka Piekary nie należałoby oczekiwać dużo więcej?
Od czasu do czasu Piekara mruga do czytelnika, chcąc zabawić go jakąś aluzją czy podtekstem – niestety nie ma w tym za grosz wyrafinowania. Jeśli więc BGB posługuje się magiczną talią kart do szybkiego przemieszczenia się z miejsca na miejsce, to musi być napisane, że podobne rozwiązanie zastosowano w „Amberze” Zelaznego. Zaś kiedy jedna z postaci używa w dialogu fragmentu utworu Zbigniewa Herberta „Tren Fortynbrasa”, to można mieć pewność, że zaraz padnie nazwisko autora wiersza. Gdzie tu finezja?
Nie ukrywam, że dla mnie „Rycerz Kielichów” to jedno z największych rozczarowań ubiegłego roku. Zamiast interesującej i wciągającej opowieści otrzymaliśmy nudnawą fabułę, okraszoną na dodatek mało ciekawym bohaterem, którego losy są nam obojętne. Cóż, można mieć tylko nadzieję, że jest to klasyczny wypadek przy pracy, a autor pokaże swój lwi pazur w kolejnej książce. Obyśmy tylko nie musieli na nią zbyt długo czekać.


Ocena: 4/10
Autor: Adam "Tigana" Szymonowicz


Dodano: 2008-01-18 18:52:29
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

moiraine - 11:56 22-01-2008
właściwie zgadzam się z tą oceną. Ale ze względu na specyfike mojego czytania ta książka ma duży plus:lekturę mozna przerwać w każdej chwili, a po powrocie i tak wie się o co chodzi, bez przypominania sobie poprzedzających stron:)

Tigana - 16:24 22-01-2008
Czyli książka idealna do jazdy środkami komunikacji miejskiej :P

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Dragon Age: Cesarstwo masek"


Wygraj "Mutanta"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Abercrombie, Joe - "Nim zawisną"


 Baxter, Stephen - "Ultima"

 Abercrombie, Joe - "Ostrze"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Palmer, Ada - "Do błyskawicy podobne"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Komuda, Jacek - "Westerplatte"

Fragmenty

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS