NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

Pullman, Philip - "Bursztynowa luneta"

Ukazały się

Radecki, Łukasz - "Odium"


 Mammay, Michael - "Przestrzeń"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"

 Wlazło, Alicja - "Iskra"

 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

Linki

Krohn, Leena - "Tainaron"
Wydawnictwo: Świat Książki
Tytuł oryginału: Tainaron
Data wydania: Styczeń 2008
Oprawa: miękka
Liczba stron: 160
Cena: 26 zł
Rok wydania oryginału: 1985



Krohn, Leena - "Tainaron"

Ciężar
List piąty

Nie pisałam Ci, ale tu, w Tainaronie, mieszkam już pod drugim adresem. Z pierwszym miejscem wiązały się pewne niedogodności; były tak nieokreślone, że wcześniej je przemilczałam, a jednak do tego stopnia poważne, że zmusiły mnie do przeprowadzki.
Przez pierwsze tygodnie mieszkałam w północnej dzielnicy miasta, w kamienicy, która kiedyś była zapewne otynkowana i pomalowana na jasnozielono, ale później zniszczała. Od ścian odpadły płaty tynku, zostawiając po sobie dziury, które przywodziły na myśl dawno niewidziane twarze i kształty. Mimo to z początku bardzo mi się podobały zarówno dom, jak i mieszkanie na pierwszym piętrze: pokój z małą kuchnią i oknem na spokojną, krótką ulicę.
Pewnej jednak nocy coś mnie obudziło. Była to może trzecia albo czwarta moja noc w Tainaronie. Wyrwały mnie ze snu hałasy dobiegające z mieszkania nade mną. Ktoś na górze przesuwał z miejsca na miejsce, tam i z powrotem, ciężki mebel - takie w każdym razie odniosłam wrażenie. Spojrzałam na zegarek, minęła pierwsza. Przez jakiś czas leżałam spokojnie i czekałam, aż rumor się skończy, lecz gdy te hałasy powtarzały się ciągle w kółko - zła i zmęczona wstałam z łóżka. Chciałam poszukać jakiegoś długiego przedmiotu i zastukać nim w sufit, ale nic nie znalazłam, nie miałam jeszcze wtedy w mieszkaniu nawet miotły.
Otwarłam drzwi na klatkę schodową i zaczęłam nasłuchiwać; byłam pewna, że obudziła się już cała kamienica. Lecz na klatce hałasy wydawały się znacznie słabsze i prócz mnie nikt się nimi nie zainteresował. Na pękniętej marmurowej ścianie w łagodnym świetle ulicznej latarni rysował się piękny ornament poręczy.
Położyłam się z powrotem do łóżka i wpatrywałam się w sufit. Zdawało mi się, że drży od ciężkich tąpnięć. Sądziłam, że leżę bardzo długo, że jest już prawie ranek, gdy rumor urwał się nagle jak nożem uciął i wszystko zamarło jakby w połowie. Kiedy spojrzałam na zegarek, stwierdziłam, że rumor trwał niecałą godzinę.
Udając się na spoczynek następnego wieczoru, zdążyłam zapomnieć o całym zdarzeniu. Ale wyrwały mnie ze snu takie same hałasy jak zeszłej nocy i o tej samej porze. Próbowałam zachować spokój i wzięłam do ręki książkę. Wertowałam kartki (był to atlas roślin, który dawno temu mi ofiarowałeś), ale z powodu tych bezustannych stuków nic nie zrozumiałam. Wskazówka zegara ślimaczyła się niczym poruszana jakąś nocną siłą, lecz gdy wreszcie pokazała godzinę drugą - cisza powróciła tak raptownie, jak się wcześniej zaczęły hałasy.
Następnego dnia zobaczyłam moją sąsiadkę z góry w małym sklepiku po drugiej stronie ulicy, naprzeciwko kamienicy. Była to krucha staruszka na zdumiewająco cienkich odnóżach, podpierająca się wysmukłą laską o pięknie uformowanej główce, która przedstawiała jakąś postać z dziobem i rogami. Staruszkę w sklepie dobrze znano i obsługiwano z najwyższą atencją. W pewnym momencie obróciła się w moją stronę i zapytała zaskakująco mocnym, melodyjnym głosem:
- No, i jak się pani u nas podoba? Bynajmniej nie oczekiwałam, że będzie wiedzieć, kim jestem. Mój gospodarz raz tylko pokazał mi ją z okna, kiedy przyszłam podpisać z nim umowę.
- Ta starsza pani mieszka nad panią - zauważył zdawkowo i wtedy z perspektywy pierwszego piętra rzuciłam sąsiadce przelotne spojrzenie.
- Nazywam się Pumilio - powiedziała staruszka, a zatem i ja musiałam się przedstawić. Jestem jednak pewna, że nie udało mi się całkowicie zapanować nad grymasem podejrzenia, bo sąsiadka od razu zapytała:
- Czy już się pani przyzwyczaiła do nowego mieszkania?
Zadała mi to pytanie szybko i dziarsko, i zdawało mi się, że w jej spojrzeniu dostrzegam szczerą ciekawość, która nie ma żadnego związku z formalnością pytania.
Zawahałam się, ale w końcu udało mi się powiedzieć:
- Dziękuję, jest bardzo wygodne. Tylko nocą jakoś nie mogę zasnąć.
Zlękłam się swojej śmiałości, ale spojrzałam na nią badawczo.
- Doprawdy? Kto by pomyślał, taka pani jeszcze młoda. Ja mam już swoje lata, a śpię wyśmienicie. Po prostu wyśmienicie! - powtórzyła, lustrując mnie szerokimi, nieporuszonymi źrenicami. W drzwiach sklepu odwróciła się jeszcze: - Tej nocy na pewno pani zaśnie.
I wykrzywiła w uśmiechu zamknięte usta.
Miałam nadzieję, że to była obietnica. Zasnęłam szybko i - że tak powiem - w dobrej wierze, lecz znowu zostałam wyrwana ze snu w taki sam sposób i o tej samej porze, jak w dwie poprzednie noce. Frustracja i wściekłość rozsadzały mi czaszkę, teraz jednak wsłuchiwałam się w dochodzące z góry odgłosy uważniej niż poprzednio. Starałam się wyłowić uchem zwłaszcza stuki laski pani Pumilio, byłam bowiem przekonana, że bez niej poruszałaby się z największym trudem, jeśli w ogóle. Lecz słyszałam jedynie głuche łomoty i odgłosy przesuwania i nawet w świetle lampki nocnej widziałam wyraźnie, że lampa podsufitowa - szklana kula - wolno chybocze na przewodzie.
Wydało mi się wprost niewiarygodne, by pani Pumilio, osoba starsza, krucha i do tego jeszcze niepełnosprawna, była zdolna do tak wielkiego wysiłku fizycznego, jakiego musiały wymagać ekscesy rozgrywające się noc w noc nad moją głową. Nade wszystko jednak zapytywałam samą siebie: Po co miałaby robić coś takiego? Co też miałoby ją zmuszać do przesuwania mebli w środku nocy?
Przyszły mi do głowy tylko dwa wyjaśnienia i oba pozostawały w pewnym związku z lękiem. Po pierwsze: pani Pumilio boi się czegoś tak panicznie, że co noc zastawia drzwi do swojego pokoju barykadą z najcięższych mebli. Czy było to prawdopodobne? Z pewnością nie, ponieważ w mieszkaniu nade mną suwano coś po podłodze we wszystkie możliwe strony, a poza tym rano - zauważ - kiedy fortyfikacje należałoby rozebrać, zawsze było cicho. Po drugie: pani Pumilio starała się wzbudzić we mnie lęk może dlatego, że z jakiegoś powodu chciała, bym się wyniosła.
Czwartej nocy, gdy się obudziłam - a otwarłam oczy kilkadziesiąt sekund przed powstaniem hałasu (i tym razem byłam już zupełnie pewna, że wszystko się powtórzy) - poczułam niesamowity strach. Jakby ów dławiący lęk, który w wyobrażeniach przypisywałam pani Pumilio (albo który ona chciała we mnie obudzić), tej nocy przeniósł się na mnie. Najbardziej odrażające w tym wszystkim było to, że hałasy zaczynały się dokładnie o tym samym czasie. Pamiętam, że wielokrotnie mówiłam sobie w duchu: „Przecież to nienormalne! Nienormalne!”.
Tym razem jednak nie wstałam z łóżka, gdyż czułam, że jakiekolwiek kroki zmierzające do ich uciszenia przerastałyby moje siły. Za żadną cenę nie poszłabym na górę, nie zadzwoniła do mieszkania pani Pumilio ani nie zapytała, co to ma znaczyć i czy nie mogłaby robić tego, co robi - nieważne, co to jest - o jakiejś przyzwoitszej porze.
Dlaczego nie mogłam tego uczynić? Powiem Ci od razu: ponieważ w mojej głowie zakiełkowało podejrzenie, od którego trudno mi się było uwolnić. Przewidywałam bowiem, że gdybym rzeczywiście weszła na drugie piętro, rzeczywiście zadzwoniła do drzwi pani Pumilio i wypowiedziała słowa, które zamierzałam wypowiedzieć, spojrzałaby na mnie zamglonymi oczyma osoby właśnie wybudzonej z najgłębszego snu i nie potrafiłaby w ogóle, ale to w ogóle pojąć, o czym ja mówię i jakim prawem śmiem ją pozbawiać bezcennych chwil spoczynku.
I w gruncie rzeczy przede wszystkim dlatego ogarnęła mnie rozpacz i z tej racji właśnie nigdy nie podjęłam się wyjaśnienia źródła nocnych hałasów.
Od czasu do czasu widywałam panią Pumilio na naszej ulicy albo w małym sklepiku po drugiej stronie. Pozdrawiała mnie zawsze miłymi słowami, lecz nigdy nie próbowała nawiązać rozmowy. Jednak pewnego razu, gdy ją minęłam, odniosłam wrażenie, że się obejrzała, a w jej błękitnych, mozaikowych oczach błysnęło uczucie czy może myśl, której nie pojęłam. Lecz mogło być i tak, że spojrzała po prostu w bok, nawet o mnie nie myśląc.
W nocy czuwałam. I chcąc dodać sobie odwagi, powtarzałam w kółko: „Błahostka! Błahostka! Po prostu nie mogę w tej chwili zrozumieć, co się za tym kryje, ale jest to niewątpliwie coś zwyczajnego i nieważnego. Jestem pewna, że gdybym się dowiedziała, co to jest, śmiałabym się, i to do łez”.
Ale łoskoty nad moją głową wracały co noc niczym niezwykła lokalna nawałnica; po skrzypiących deskach podłogi pchano i suwano coś, co było masywne, oporne i olbrzymie, coś tak pozbawionego kształtu, jak życie ludzkie. Wreszcie przyszła noc, gdy, wpatrując się w drżący sufit, poczułam, że grzmoty z drugiego piętra zaczęły rezonować także w fundamentach i piwnicach kamienicy, i wybiegłam na dwór, nim niebo i ziemia zdążyły mnie zmiażdżyć, i już nigdy tam nie wróciłam.


Dodano: 2008-01-10 17:06:56
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wojnę makową"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"


 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King, Stephen - "Instytut"

Fragmenty

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Archer, K.C. - "Instytut" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS