NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

Ukazały się

Pilipiuk, Andrzej - "Przeszłość dla przyszłości"


 antologia - "Wigilia pełna duchów"

 Chesterton, Gilbert Keith - "Człowiek, który był Czwartkiem"

 Węcławek, Dominika - "Skoczkini. Zapiski z międzygwiezdnego lotu"

 Rusnak, Marcin - "Diabły z Saints"

 Lisińska, Małgorzata - "Zakonna"

 Burroughs, Edgar Rice - "Llana z Gathol"

 Abercrombie, Joe - "Czerwona kraina" (2019)

Linki

Komuda, Jacek - "Diabeł Łańcucki"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: Lipiec 2007
ISBN: 978-83-60505-56-4
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 528
Cena: 29,99
Seria: Bestsellery polskiej fantastyki



Komuda, Jacek - "Diabeł Łańcucki"

W XVI i XVII wieku na ziemiach Rzeczypospolitej Obojga Narodów żyło wielu warchołów, infamisów i pijanic maści wszelakiej, ale żaden z nich nie mógł się równać z imć Stanisławem Stadnickim. Starosta zygwulski, rokoszanin, pieniacz, okrutnik i zajezdnik, a nade wszystko szlachcic pełną gębą w jednej osobie. To on prowadził wieloletnie wojny podjazdowe z sąsiadami, których z lubością torturował lub osadzał w loszku w Łańcucie. To on schłopiał zubożałą szlachtę a następnie zagarniał ich majątki prawem kaduka. To jego okrzyknięto „Diabłem”, a jego siedzibę „Piekłem” I w końcu to on jest spiritus movens wszelkich wydarzeń w najnowszej powieści Jacka Komudy zatytułowanej, a jakżeby inaczej „Diabeł Łańcucki”. Nie jest to jednak powieść biograficzna, a raczej barwny obraz życia w Polsce szlacheckiej.
Już pierwsze strony książki, opisujące zajazd na klasztor bernardynów w Przeworsku, idealnie wprowadzają nas w realia i klimat epoki. Kiedy już się wydaje, że nic nie uratuje biednych mnichów przed gniewem ludzi Stadnickiego, pojawia się tajemniczy podróżny zwany Gedeonem. Uzbrojony tylko w kij sam jeden daje odpór napastnikom, a potem zgodnie z zasadą Hitchocka napięcie stopniowo rośnie. Ale zajazdy, pościgi, oblężenia, pojedynki i bitwy to tylko część atrakcji, jakie przygotował dla swoich czytelników Komuda – nie samą akcją żyje ta książka.
W „Diable Łańcuckim” dużo miejsca autor poświecił odtworzeniu XVII-wiecznej Polski, a czyni to w sposób znakomity. Subtelne piękno bieszczadzkiej przyrody przeplata się z opisami miast, jarmarków, siedzib rodowych oraz zwyczajów szlacheckich tworząc razem malowniczą panoramę rzeczypospolitej szlacheckiej. Miejscami można wręcz odnieść wrażenie, że jest się tam znaleźliśmy: chodzimy ulicami zaścianka, dotykamy towarów rozłożonych na kupieckich kramach, bierzemy udział w uczcie na zamku w Łańcucie, odbywamy konne przejażdżki po połoninach.
Już w poprzednich recenzjach książek Jacka Komudy („Bohun”, „Czarna szabla”) zwracałem uwagę na przepiękny styl i język używany przez autora. Moim zdaniem powieścią „Diabeł Łańcucki” awansował on do pierwszej trójki najlepiej piszących pisarzy fantasy w Polsce, stając w jednym szeregu z Anną Brzezińską i Andrzejem Sapkowskim. Obok wspomnianych już barwnych opisów warto także zwrócić uwagę na stylizację języka, pełne oratorskiego zadęcia dialogi, mistrzowskie sceny ars amandi, przypominające nieco słynną sceną biblioteczną z „Pani Jeziora” czy użycie staropolskich przekleństw. Te ostatnie stanowią istny miód dla uszu, szczególnie, że bohaterzy Komudy rzadko się powtarzają, a ich repertuar jest bardzo urozmaicony. „Wytartus przez całą wieś chędożony” czy „ruchawica ze szkockiego regimentu” to tylko przedsmak tego, na co można natknąć się w powieści.
A propos postaci. Powraca rębajło z zasadami – Jacek nad Jackami Dydyński, pojawia się czarny eremita Gedeon, nieznający ludzkich uczuć Aleksander Sienieński, „wilczyca” Konstancja i w końcu sam Stefan Stadnicki. Różni ich prawie wszystko: stan posiadania, zasady postępowania, cechy charakteru, ale jedno łączy – szlachectwo, za które gotowi są umrzeć. Nie bez powodu mottem powieści są słowa Diabła: „lepiej nie żyć, niż szlachcicem nie być. Lepiej szlachcicem nie być, niż wolności odstąpić”. I właśnie tak postępują bohaterowie Komudy – nawet najuboższy szlachcic czuje się być kimś lepszym. I nic to, że o jego stanie społecznych świadczą jedynie zszarzały żupany i zardzewiała szabla po przodku. On jest z racji urodzenia kimś lepszym i żaden chłop czy mieszczanin choćby stokrotnie zamożniejszy mu tego nie odbierze.

Utwory Komudy są trudne do zaszufladkowania: fantasy czy powieść historyczna – oto pytanie. Sam autor określa się mianem fantasty, ale z książki na książkę magii u niego ubywa. Na dobrą sprawę, chociaż na kartach „Diabła Łańcuckiego” są wspominane wodniki, topielice czy inne biesy, a w lasach mieszkają czarownice, to tak naprawdę owych niezwykłości za dużo się nie znajdzie. Chyba jedynie dwie, trzy sceny można, chociaż nieco na siłę, zaliczyć do nierzeczywistych. Duża to szkoda, bo owe gusła i zabobony naszych przodków zawsze tworzyły charakterystyczny klimat, który stanowił wyróżnik dzieł Komudy.
Innym mankamentem, w moim odczuciu, jest wielość opisów przyrody, które chociaż napisane pięknym językiem po pewnym czasie zaczynają nużyć. Być może nie mam zbyt subtelnej duszy, ale w trakcie czytania przed oczyma stanęło mi widmo „Nad Niemenem” Elizy Orzeszkowej. Brrr. Mam również zastrzeżenie do początku powieści, kiedy to autor w bardzo krótkim odstępie czasu opisuje trzy bardzo zbliżone do siebie sekwencje walki Gedeona z najemnikami Stadnickiego – w pewnej chwili odniosłem wrażenie jakbym oglądał film albo czytał komiks o samotnym roninie, np. „Samotny Wilk i jego szczenię”.

„Diabeł Łańcucki” to kolejna podróż w świat szlacheckich dworków, żydowskich gospód i niebezpiecznych gościńców. Na kartach powieści raz jeszcze przyjdzie nam uczestniczyć w zajazdach, karczemnych bójkach czy pościgach. Poznamy słodki smak zemsty i gorzki zdrady. Czy jest to książka lepsza czy gorsza od „Bohuna”, pozostawiam ocenie czytelników – na pewno jest nieco inna, dojrzalsza, bardziej przemyślana. Jedno się nie zmienia – warto ją przeczytać.



Ocena: 9/10
Autor: Adam "Tigana" Szymonowicz


Dodano: 2007-07-25 11:20:19
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Vampdey - 17:32 25-07-2007
Ta książka to dla mnie "must read" jak nic innego w obecnej chwili. :)

Komentuj


Konkurs

Wygraj pakiet książek Fortnite


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Abercrombie, Joe - "Szczypta nienawiści"


 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i anioł z kamienia"

 Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"

 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS