NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Bardugo, Leigh - "Zniszczenie i odnowa"

Ukazały się

Douglas, Ian - "Star Carrier. Światłość"


 Ziębiński, Robert - "Piosenki na koniec świata"

 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Pilipiuk, Andrzej - "Przeszłość dla przyszłości"

 antologia - "Wigilia pełna duchów"

 Chesterton, Gilbert Keith - "Człowiek, który był Czwartkiem"

 Węcławek, Dominika - "Skoczkini. Zapiski z międzygwiezdnego lotu"

 Rusnak, Marcin - "Diabły z Saints"

Linki

Hobb, Robin - "Szalony statek", część 2
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Hobb, Robin - "Kupcy i ich żywostatki"
Data wydania: Kwiecień 2007
ISBN: 978-83-7480-053-2
Format: 115×185mm
Cena: 27,00
Tom cyklu: 2, część 2



Hobb, Robin - "Szalony statek", tom 2

Rozdział 8

PIRACTWO
Gdy w zasięgu wzroku pojawiła się zdobycz, wszystkie wątpliwości „Vivacii” zniknęły niczym poranne mgły w słoneczny dzień. Wieczne poszukiwanie kontaktu z duszą Prawego, wszystkie moralne niepokoje chłopca odpadły od niej jak farba łuszcząca się na ożywionym czarodrzewie. Usłyszała krzyk obserwatora, który z bocianiego gniazda dostrzegł na horyzoncie żagiel, i zawładnęła nią od dawna nieodczuwana emocja: podniecenie spodziewanym polowaniem. Kiedy piraci na pokładzie komentowali dziki wrzask majtka, galion wydał piskliwy okrzyk – jak atakujący jastrząb. W polu widzenia pojawił się najpierw żagiel, potem cały uciekający szaleńczo przed „Mariettą” statek. „Vivacia” wypadła zza cypla i dołączyła do pogoni.
Z pomocą swej załogi płynęła szybko jak nigdy, na wszystkich jej masztach żagle chwytały wiatr. Uniosła ręce i – zakrzywiwszy palce w szpony – sięgnęła ku uciekającemu statkowi. Głośny łomot wypełnił jej pozbawione serca i krwi ciało, szaleńczo ją ożywił. Pochyliła się do przodu tak mocno, że załoga aż krzyknęła z podniecenia. Cięła fale, rozrzucając na boki białą pianę.
– Widzisz?! – krzyknął triumfalnie Bystry. – Masz piractwo we krwi, moja pani! Wiedziałem o tym! Właśnie do takich czynów zostałaś stworzona, a nie do powolnego przenoszenia byle ładunku... nie jesteś wieśniaczką z wiadrem wody. Dalej, za nimi! Och, już cię dostrzegli, popatrz, jak się boją! Nie zdołają przed nami uciec! Stojący obok kapitana Prawy wbił paznokcie w balustradę. Pod wpływem szorstkich pocałunków słonego wiatru z kącików oczu spłynęły mu łzy. Szczęki miał mocno zaciśnięte, serce biło mu szaleńczo z emocji. I w jego żyłach krew śpiewała pieśń myśliwego. Drżał z podniecenia. Wyraźnie cieszył się z pościgu. Sam przed sobą nie przyznawał się do odczuwanego entuzjazmu, ale nie mógł go ukryć przed galionem.
Bystry i Sorcor nie wybrali ofiary przypadkowo. Plotka o „Złośnicy” dotarła do uszu mata już parę tygodni temu i niedawno mat podzielił się nowiną z powracającym do zdrowia Bystrym. Kapitan Avery ze „Złośnicy” chwalił się (nie tylko w Jamaillii, ale i wielu mniejszych portach), że żaden pirat nie odwiedzie go od handlowania żywym towarem. Bystry nazwał to stwierdzenie wobec „Vivacii” głupią przechwałką. Statek Avery’ego od dawna miał ugruntowaną reputację: przewoził jedynie najlepszy ładunek, wykształconych niewolników odpowiednich na nauczycieli, domowych służących i zarządców posiadłości. Transportował również do Krainy Miedzi najprzedniejsze jamailliańskie towary – doskonałe alkohole i kadzidła, perfumy, wyroby ze srebra.
Pirackiemu kapitanowi nie chodziło wszakże tylko o bogactwo. Po co miałby rzucać wyzwanie szybkiemu i świetnie uzbrojonemu statkowi, obsadzonemu przez pierwszorzędnie wyszkolonych marynarzy? Przecież wokół istniało mnóstwo łatwiejszej do pochwycenia zdobyczy. Jednakże Avery zbyt często się przechwalał swą siłą i brawurą. Pirat uznał, że nie może dłużej tolerować takiej zuchwałości. Musiał przecież także dbać o własną reputację. Avery to głupiec, skoro tak go prowokuje.
Bystry przeszedł kilka razy na pokład „Marietty”, gdzie wraz z Sorcorem omawiali plan przejęcia „Złośnicy”. „Vivacia” wiedziała, że dyskutowali o najdogodniejszym miejscu do zasadzki, ale, niestety, nie znała szczegółów. Na pytania otrzymywała jedynie wymijające odpowiedzi.
Kiedy dwa statki pędziły ku ofierze, galion rozważał słowa Prawego z ostatniej nocy. Chłopiec otwarcie potępił pirackiego kapitana.
– Poluje na ten statek tylko dla sławy – mówił oskarżycielsko.
– Inne statki niewolnicze przewożą pod pokładami znacznie więcej więźniów, którzy daleko bardziej cierpią z powodu złego traktowania. Słyszałem, że Avery nawet nie zakuwa niewolników w łańcuchy, ale pozwala im chodzić swobodnie w ładowniach. Hojnie wydziela jedzenie i wodę, toteż jego „towar” jest w dobrym stanie i osiąga dobrą cenę. Bystry nie wybrał jego statku z nienawiści do niewolnictwa, ale dla bogactw i sławy.
„Vivacia” długo się nad tym zastanawiała.
– Mylisz się, nasz kapitan myśli inaczej – odparła z przekonaniem, lecz wcale nie była pewna odczuć Bystrego. Potrafił ukrywać przed nią swoje najgłębsze myśli. Wobec Prawego spróbowała nowej taktyki. – Nie sądzę, by niewolnicy pod pokładami „Złośnicy” byli mniej wdzięczni za zwrócenie im wolności niż ci trzymani w nędzy i biedzie. Uważasz, że powinniśmy się pogodzić z niewolnictwem, jeśli ktoś traktuje więźnia jak cennego konia lub psa?
– Oczywiście nie! – odpalił, dzięki czemu „Vivacia” mogła pokierować dalszą rozmową po swojemu.
Dopiero dziś właściwie zinterpretowała myśli Bystrego dotyczące „Złośnicy”. Kapitanem zawładnęła po prostu żądza polowania. Uciekający mały statek wydawał mu się zapewne zdobyczą piękną i kuszącą. Był niczym trzepoczący motyl tuż przed nosem kota. Choć pirat był pragmatykiem i nie powinien wybierać tak trudnej do schwytania ofiary, nie potrafił się jednak oprzeć pokusie. Dlaczego? Ponieważ nie znosił, gdy ktoś z niego szydzi! Ot co!

***
Im bardziej się zmniejszał dystans do małego dwumasztowca, tym prędzej Prawemu biło serce. Czuł osobliwą radość i niecierpliwość. Wielokrotnie ostrzegał Bystrego, że na pokładzie żywostatku nie wolno przelewać krwi, bo w „Vivacii” na zawsze zostanie wspomnienie rzezi – straszny balast. Bał się, że pirat nie będzie zważał na jego słowa i dopuści do przeniesienia walk na jej pokład lub, co gorsza, postanowi zgładzić na nim więźniów.
„Vivacia” nie zniesie już więcej nieszczęść. Kiedy chłopiec ją błagał, by nie podejmowała się działalności pirackiej, stojący obok Bystry słuchał ze znudzoną miną, a następnie oschle spytał, po co (zdaniem Prawego) schwytał żywostatek? Chłopiec tylko wzruszył ramionami. Wiedział, że dalsze prośby mogą jedynie zdenerwować kapitana, który zechce udowodnić, jak wielką posiada władzę zarówno nad nim, jak i nad żywostatkiem.
Wielu marynarzy „Złośnicy” wisiało wysoko na takielunku. Desperacko poprawiali żagle. Gdyby ścigała ich sama „Marietta”, zapewne zdołaliby umknąć. „Vivacia” jednakże była nie tylko szybsza od dwumasztowca, lecz miała również lepszą pozycję i lada chwila powinna zablokować „Złośnicy” drogę przez kanał. Przez chwilę Prawy obawiał się, że kapitanowi Avery’emu uda się przemknąć obok i uciec na otwarte wody. Wówczas jednak usłyszał gniewny rozkaz i zobaczył, jak statek niewolniczy brasuje żagiel do kursu na wiatr w szaleńczym wysiłku, by uniknąć utknięcia na mieliźnie. Kilka minut później „Marietta” i „Vivacia” dopadły „Złośnicy”. Piraci „Marietty” cisnęli bosaki na pokład ofiary.
Załoga porzuciła myśl o ucieczce i przeformowała się do obrony. Ludzie byli dobrze przygotowani. Mieli lekkie skórzane zbroje, w dłoniach miecze. Na maszty szybko wspięli się łucznicy. Ciskali w „Mariettę” rondle z rozpaloną smołą; wszędzie rozszalały się płomienie.
Piraci z „Marietty” podzielili się na kilka grup. Jedni dusili ogień mokrymi żaglami, inni obsługiwali katapulty – chwilę później na „Złośnicę” spadł grad kamieni. Dzięki bosakom nieszczęsny statek zbliżał się coraz bardziej do „Marietty”. Przy jej balustradach niecierpliwiła się krwiożercza grupa abordażowa. Wojownicy znacznie przewyższali liczebnie załogę ofiary.
Marynarze stojący przy burcie „Vivacii” zazdrościli towarzyszom z „Marietty”. Gwizdali i wykrzykiwali rady. Na linach żywostatku również pojawili się łucznicy, obrzucając załogę i pokład „Złośnicy” lawiną strzał. Choć znajdowali się daleko, siali spore spustoszenie, a ich udział w walce był niezwykle cenny – obrońcy statku musieli pamiętać, że za nimi czai się drugi przeciwnik. Ci, którzy o tym zapomnieli, ginęli przeszyci strzałami. Bystry trzymał „Vivacię” w najdalszej możliwej odległości, lecz obrócił ją dziobem ku bitwie. Sam stał na przednim pokładzie. Nie podnosił głosu, choć wyraźnie instruował galion. Co jakiś czas do uszu Prawego trafiały ciche słowa kapitana, przeznaczone z całą pewnością tylko dla „Vivacii”.
– No, popatrz na nich. Ten w czerwonej chustce to Sudge, wspaniały łobuz, zawsze i wszędzie musi być pierwszy. Za nim... aaa, to Rog. Ten chłopak naprawdę ubóstwia Sudge’a, który pewnie go któregoś dnia wykończy...
„Vivacia” kiwała głową i zafascynowana obserwowała potyczkę. Z podniecenia przycisnęła do policzków pięści i otworzyła usta. Kiedy Prawy połączył się z nią mentalnie, odkrył u niej zakłopotanie i entuzjazm. Emocje marynarzy – mieszanina żądzy, zazdrości i podniecenia – uderzały w nią niczym burzliwe fale. Wyczuwała też wielką dumę Bystrego z jego ludzi. Niczym rzędy mrówek, jaskrawo ubrani piraci przedostali się na pokład „Złośnicy”, rozpoczęła się prawdziwa bitwa. Wiatr i pas wody między statkami tłumiły przekleństwa i krzyki. Jeśli „Vivacia” zdawała sobie sprawę z faktu, że strzały lecące z jej omasztowania przebijają ludzkie ciała, nie dała tego po sobie poznać. Walka stanowiła jedynie barwne widowisko. W pewnym momencie jakiś marynarz spadł z takielunku „Złośnicy”. Uderzył w drzewce, zahaczył o liny, po czym roztrzaskał się na deskach pokładu. Prawy skrzywił się na ten widok, lecz galion nawet nie mrugnął powieką. Na przednim pokładzie kapitan statku niewolniczego walczył z Sorcorem. Ostry miecz Avery’ego błysnął jak srebrna igła, gdy kapitan natarł na bardziej krzepkiego pirata. Walczył dwoma krótkimi mieczami. Obaj kapitanowie toczyli pojedynek na śmierć i życie. „Vivacia” wodziła za nimi błyszczącymi oczyma.
Prawy posłał Bystremu kose spojrzenie. Galion obserwował bitwę i udzielało mu się podniecenie walczących, a równocześnie był odizolowany od jej okropności. Krew nie bryzgała na pokład, wiatr tłumił zapach dymu oraz krzyki umierających i rannych. Jak plama rozprzestrzeniająca się na jasnym materiale, piraci z wolna zalali pokład pojmanego statku. „Vivacia” przypatrywała się temu obojętnie. Czyżby Bystry usiłował ją stopniowo przyzwyczajać do przemocy?
– Tam umierają ludzie – zauważył Prawy. – Dokonują żywota w bólu i przerażeniu.
Galion zerknął na niego i odwrócił się ponownie ku bitwie. Chłopcu odpowiedział Bystry:
– Sami ściągnęli na siebie nieszczęście. Wybrali taki los, choć doskonale wiedzieli, że grozi im śmierć. Nie mówię oczywiście o moich własnych piratach, którzy zawsze chętnie skaczą do bitwy. Marynarze z pokładu „Złośnicy” powinni się spodziewać napaści. Sami się o nią prosili swymi przechwałkami. Widzisz, jak są wyśmienicie wyposażeni w skórzane kaftany, miecze i łuki. Czy mieliby taki sprzęt na pokładzie, gdyby nie oczekiwali potyczki? – Bystry roześmiał się tubalnie. – Obserwujesz nie rzeź, lecz coś w rodzaju turnieju, zawodów woli. Można powiedzieć, że jest to tylko manifestacja odwiecznego konfliktu między prawością a niesprawiedliwością.
– Ależ tam umierają ludzie – powtórzył z uporem Prawy. Starał się mówić z wielką pewnością siebie, poczuł wszakże, że pirat powoli go przekonuje swym logicznym wywodem.
– Ludzie zawsze umierają – odparł Bystry. – Nawet my, ty i ja, stojąc na tym pokładzie, marniejemy z każdą chwilą. Dla „Vivacii” nie żyjemy dłużej niż letnie kwiaty. Ona po wielokroć przeżyje nas wszystkich, Prawy. Śmierć nie jest okrutna. Ile śmierci wchłonął w siebie galion, zanim mógł ożyć? Pomyśl w tych kategoriach, chłopcze. Czy każdego mijającego dnia „Vivacia” jest świadkiem naszego życia, czy może raczej naszej powolnej śmierci? Tak, istnieje ból i przemoc. Są nieodłącznymi elementami egzystencji wszystkich stworzeń i – rozumiane w ten sposób – nie są złe. Powódź wyrywa z brzegu rzeki drzewo, lecz równocześnie woda nawadnia glebę uprawną, równoważąc tym samym bilans zysków i strat. Moja pani i ja jesteśmy wojownikami, walczymy w imieniu prawa. Jeśli musimy zlikwidować zło, lepiej dokonać tego szybko, nawet gdy trzeba zadać ból.
Mówił cicho, a mimo to jego głos huczał niczym odległy grzmot i był równie poruszający. Prawy wiedział, że w tej racjonalnej z pozoru tyradzie na pewno istnieją szczeliny i mielizny, nie potrafił wszakże ich wskazać. Gdyby znalazł choć jedną, mógłby podważyć cały wywód pirata. Starał się zastosować taktykę, o której czytał kiedyś w pewnej książce.
– Wiesz, jaka jest podstawowa różnica między dobrem i złem? Dobro może znieść długotrwały napór zła, a i tak wygra bitwę, zło zaś w ostatecznym rozrachunku nie może zwyciężyć. Bystry uśmiechnął się przyjaźnie i pokręcił głową.
– Och, Prawy, Prawy. Przemyśl sobie moje słowa. Cóż to za mroczna odmiana dobra, która toleruje zło i poddaje mu się przez długi czas? Dobro, które boi się walki i nie chce pokonać zła, przeobraża się z wolna w zaślepione samozadowolenie. Wyobraźmy sobie, że odwrócimy się od nieszczęścia panującego w ładowni tamtego statku i powiemy: „No cóż, każdy człowiek jest wolny i sam sobie wybiera swój los. Niech tamci sami o siebie zadbają, my odpływamy!”. Czy postąpimy dobrze? Czy pochwaliliby nas twoi nauczyciele z klasztoru?
– Nie to miałem na myśli! – wykrzyknął oburzony chłopiec. – Dobro potrafi ścierpieć zło, tak jak kamień znosi deszcz. Nie toleruje go, lecz...
– Chyba już po bitwie – przerwał mu spokojnie piracki kapitan.
Za burtę „Złośnicy” wyrzucano kolejne ciała. Na razie węże morskie się nie pojawiły. Ponieważ niewolniczy statek był szybki i czysty, zapewne nie przyciągał tych żarłocznych bestii. Piraci zdarli już z jego masztu banderę i zastąpili ją czerwono-czarną flagą z emblematem Kruka.
Bystry spojrzał przez ramię.
– Etto, każ przygotować gig. Chcę osobiście ocenić nasz łup. – Ponownie odwrócił głowę do Prawego. – Wejdziesz ze mną na pokład, chłopcze? Widok ogromnej wdzięczności ocalonych niewolników mógłby cię skłonić do przemyśleń. Może zmieniłbyś zdanie na temat mojej i „Vivacii” działalności.
Prawy pokręcił głową.
Pirat roześmiał się, po czym dodał tonem nieznoszącym sprzeciwu:
– Idziesz ze mną, chcesz czy nie. Nie ociągaj się. Muszę ci uświadomić pewne fakty nawet wbrew tobie samemu.
Chłopiec miał niejasne podejrzenia, że prawdziwa motywacja kapitana jest inna – prawdopodobnie chciał zapobiec jego sekretnej rozmowie z „Vivacią”. Po omówieniu zdarzeń, których oboje byliświadkami, galion mógłby dojść do niemiłych dla Bystrego wniosków. A pirat z pewnością wolał, by do niego należała ostateczna opinia na temat przejęcia „Złośnicy”. Prawy zacisnął zęby, lecz posłuchał rozkazu i ruszył ku łodzi. Wiedział, że potrafi znieść wszystko. Bardzo się zdziwił, gdy Bystry objął go ramieniem i wsparł się na nim, oczekując pomocy.
– Naucz się przegrywać z wdziękiem – oświadczył pirat wesoło.
– Zwłaszcza że właściwie nie przegrałeś. Muszę cię uświadomić w paru kwestiach. – Błysnął krzywym uśmieszkiem i dodał: – Oj, wielu rzeczy cię muszę nauczyć.
Później, gdy siedzieli w gigu i płynęli ku „Złośnicy”, Bystry szepnął chłopcu do ucha:
– Wszystko jest kwestią czasu, mój drogi. W końcu nawet kamień ulegnie działaniu deszczu. Żaden to wstyd dla kamienia.
Poklepał go przyjaźnie po ramieniu. Patrząc ponad mieniącą się wodą na swoją zdobycz, promieniał.





Dodano: 2007-05-14 21:17:20
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Świąteczny konkurs z Warcraftem


Świąteczny konkurs z Rebisem i Szmidtem


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Raduchowska, Martyna - "Fałszywy Pieśniarz"


 Abercrombie, Joe - "Szczypta nienawiści"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i anioł z kamienia"

 Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"

 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS