NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"

Abnett, Dan - "Uniwersum Marvela. Avengers: Wszyscy chcą rządzić światem"

Ukazały się

antologia - "Kryształowe smoki 2019"


 Kamiński, Tomasz - "Polowanie"

 Komuda, Jacek - "Wizna"

 antologia - "Tarnowskie Góry Fantastycznie 2"

 Hill, Joe - "Gaz do dechy"

 Hill, Joe - "Strażak" (2020)

 Hill, Joe - "NOS4A2" (2020)

 Hill, Joe - "Dziwna pogoda" (2020)

Linki

Strugaccy, Arkadij i Borys - "Piknik na skraju drogi. S.T.A.L.K.E.R."
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Irena Lewandowska
Data wydania: Marzec 2007
ISBN: 978-83-7469-488-9
Oprawa: miękka
Format: 142 mm x 202 mm
Liczba stron: 176



Strugaccy, Arkadij i Borys - "Piknik na skraju drogi. S.T.A.L.K.E.R."

– Piknik. Wyobraź sobie: las, przesieka, polana. Z przesieki na polanę wjeżdża samochód, z samochodu wysiada młodzież, butelki, koszyki z prowiantem, dziewczyny, tranzystory, kamery filmowe… Rozpalają ognisko, stawiają namioty, gra muzyka. A rankiem odjeżdżają. Zwierzęta, ptaki i owady, które przez całą noc ze zgrozą obserwowały to, co się działo, wyłażą ze swoich kryjówek. I cóż widzą? Na trawie kałuża oleju, rozlana benzyna, leżą nieprzydatne już świece i filtry olejowe. Poniewierają się stare szmaty, przepalone żarówki, ktoś zgubił klucz francuski. Z opon spadło błoto przywiezione z niewiadomych bagien… no, sam rozumiesz, ślady ogniska, ogryzki jabłek, papierki od cukierków, puszki po konserwach, puste butelki, czyjaś chusteczka do nosa, czyjś scyzoryk, podarte przedwczorajsze gazety, bilon, zwiędłe kwiaty z innych lasów…
– Zrozumiałem – powiedział Nunnun. – Piknik na skraju drogi.
– Właśnie. Piknik na skraju jakiejś kosmicznej drogi. A ty mnie pytasz, czy oni wrócą, czy nie?
– Daj no mi papierosa – powiedział Nunnun. – Niech diabli porwą waszą samozwańczą naukę! Ja sobie to zupełnie inaczej wyobrażałem.
– To twoje prawo – zauważył Walentin.
– To znaczy, że co? Że oni nas nawet nie zauważyli?
– Dlaczego?
– No, w każdym razie nie zwrócili na nas uwagi…
– Wiesz, na twoim miejscu ja bym się za bardzo nie martwił – poradził Walentin.
Nunnun zaciągnął się, zakasłał i zdusił papierosa.
– Wszystko jedno – powiedział z uporem. – To niemożliwe. Niech was diabli wezmą! Skąd u was, uczonych, taka pogarda dla ludzi? Dlaczego bez przerwy staracie się ich poniżyć?
– Chwileczkę – rzekł Walentin. – Posłuchaj… „Zapytacie mnie: w czym jest wielkość człowieka? W tym, że wyzwolił nieomal kosmiczne moce przyrody? Że w czasie tak krótkim zawładnął planetą i wyrąbał sobie okno we wszechświat? Nie! W tym, że mimo to przetrwał i zamierza przetrwać również w przyszłości”.
Zapanowało milczenie. Nunnun rozmyślał.
– Być może… – powiedział niepewnie. – Oczywiście, z takiego punktu widzenia…
– Nie przejmuj się – niefrasobliwie ciągnął Walentin. – Piknik – to przecież tylko moja hipoteza. I nawet nie hipoteza, szczerze mówiąc, tylko tak, obrazek… Tak zwani poważni ksenologowie próbują uzasadnić znacznie solidniejsze i pochlebniejsze dla ludzkości wersje. Na przykład: że żadnego Lądowania nie było, że Lądowanie dopiero nastąpi. Pewien niezmiernie wysoko rozwinięty intelekt zrzuci na Ziemię kontenery z próbkami swoich osiągnięć w dziedzinie kultury materialnej. Intelekt ów oczekuje, że po zapoznaniu się z tymi próbkami dokonamy skoku w dziedzinie techniki i wówczas będziemy w stanie posłać w odpowiedzi sygnały oznaczające, że jesteśmy gotowi do nawiązania kontaktu. Może taka interpretacja bardziej ci odpowiada?
– To już znacznie lepiej – powiedział Nunnun. – Widzę, że i między uczonymi trafiają się przyzwoici ludzie.
– Albo jeszcze inaczej. Lądowanie istotnie miało miejsce, ale tamci wcale się nie wynieśli. Faktycznie nadal jesteśmy z nimi w kontakcie, tylko o tym nie wiemy. Przybysze zagnieździli się w Strefach i starannie nas studiują, przygotowując jednocześnie ludzi do „okrutnych cudów czasu, który nadchodzi”.
– To rozumiem! – powiedział Nunnun. – Wtedy przynajmniej można pojąć, co oznacza ta tajemnicza krzątanina w ruinach fabryki. Nawiasem mówiąc, twój piknik tej krzątaniny nie wyjaśnia.
– Dlaczego nie wyjaśnia? – nie zgodził się Walentin. – Czy któraś z dziewcząt nie mogła zapomnieć na polanie ulubionego mechanicznego niedźwiadka?
– No nie, tego już za wiele – kategorycznie oświadczył Nunnun. – Ładny niedźwiadek! Aż ziemia się trzęsie… Zresztą, oczywiście, może być i niedźwiadek. Piwa? Rozalia! Dwa piwa dla panów ksenologów!…. A jednak przyjemnie z tobą pogawędzić – powiedział do Walentina. – Takie, wiesz, przeczyszczenie mózgu, jakby mi gorzkiej soli nasypano do czaszki. Bo to pracuje człowiek, pracuje, a po co, o czym nie wie, czego się nie spodziewa, co serce zaspokoi…
Przynieśli piwo. Nunnun upił łyk, obserwując znad piany Walentina, który z powątpiewaniem i wstrętem wpatrywał się w swój kufel.
– Nie masz ochoty? – zapytał Nunnun, oblizując wargi.
– Bo ja, prawdę mówiąc, nie piję – niezdecydowanie powiedział Walentin.
– Naprawdę? – zdumiał się Nunnun.
– Do diabła! – zirytował się Walentin. – Musi przecież na tym świecie być choć jeden niepijący… – zdecydowanym ruchem odsunął kufel. – Zamów dla mnie koniak, jeżeli już – powiedział.
– Rozalia! – wrzasnął niezwłocznie, już zupełnie rozweselony Nunnun.
Kiedy przyniesiono koniak, oświadczył:
– Bez względu na wszystko, bardzo mi się to nie podoba. Już nie mówię o tym twoim pikniku – to w ogóle zwyczajne świństwo! Ale jeżeli nawet przyjąć wersję, że to, powiedzmy, tylko preludium do kontaktu, bardzo to nieładnie z ich strony. Jeszcze rozumiem „bransolety”, „pustaki”… Ale po co „czarci pudding”? „Łysica” po co? I ten ohydny puch…
– Przepraszam – powiedział Walentin, wybierając plasterek cytryny. – Twoja terminologia nie jest dla mnie dostatecznie jasna. Jaka, przepraszam, łysica?
Nunnun roześmiał się.
– To folklor – wyjaśnił. – Roboczy żargon stalkerów. „Łysice” to obszary wzmożonej grawitacji.
– Aha, grawikondensaty… Ukierunkowana grawitacja. O tym porozmawiałbym z przyjemnością, ale ty i tak nic z tego nie zrozumiesz.
– A to dlaczego? Bądź co bądź, jestem inżynierem…
– A dlatego, że ja sam nie rozumiem – odpowiedział Walentin. – Są już układy równań, ale jak je zinterpretować – nie mam zielonego wyobrażenia… A „czarci pudding” to zapewne koloidowy gaz?
– Zgadza się. Słyszałeś o katastrofie w laboratoriach Carryguna?
– Coś niecoś – niechętnie odparł Walentin. – Ci idioci umieścili porcelanowy kontener z „puddingiem” w specjalnej komorze, szczelnie izolowanej… To znaczy oni myśleli, że komora jest szczelnie izolowana… a kiedy manipulatorami otworzyli kontener, „pudding” przesączył się przez metal i plastik jak woda przez bibułę, wykipiał na zewnątrz i wszystko, z czym wszedł w kontakt, zamienił również w „pudding”. Zginęło trzydziestu pięciu ludzi, ponad stu jest okaleczonych, a całe laboratorium nie nadaje się do niczego. Byłeś tam kiedyś? Wspaniały gmach! A teraz „pudding” spłynął do piwnic i na niższe piętra…



Dodano: 2007-03-02 16:48:59
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Burzyn - 14:44 03-03-2007
A to są jeszcze tacy, którzy nie czytali? ;)

Shadowmage - 15:07 03-03-2007
Ciągłe pojawiają się nowi czytelnicy, którzy z klasyką styczności nie mieli. I zwróć uwagę - to edycja związana z grą komputerową, wiec można liczyć na napływ nowych czytelników w wieku szkolnym ;)

Vampdey - 15:26 03-03-2007
Ja nie czytałem :-).
Wstydzę się tego i zamierzam naprawić swój błąd właśnie przy okazji premiery tego wydania ;-)

Burzyn - 20:17 03-03-2007
Zgadza się, Shadow. Zaś co do tego, że obecna edycja jest powiązana z grą, to kilka dni temu gdzieś indziej żartowałem, że powtórzy się historia z "Blade Runnerem" i w przyszłości zamiast :Pikniku..." będziemy mieli na okładkach S.T.A.L.K.E.R.-a ;)
A Vampdey słusznie się wstydzi, ale skoro ma zamiar przeczytać, to jest rozgrzeszony :P ;)

Komentuj


Artykuły

Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"


 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

Recenzje

Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak"


 Collins, Suzanne - "Ballada ptaków i węży"

 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Taylor, Dennis E. - "Gdyż jest nas wielu"

 Butcher, Jim - "Opowieść o duchach"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"

 McDonald, Ian - "Luna: Wschód"

Fragmenty

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS