NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Morgan, Richard - "Rzadkie powietrze"

Cameron, Miles - "Upadek smoków"

Ukazały się

Manasypow, Dimitrij - "Droga stali i nadziei"


 Abercrombie, Joe - "Kłopotliwy pokój" (oprawa twarda)

 Abercrombie, Joe - "Ostre cięcia" (oprawa twarda)

 Kucenty, Magdalena - "Zodiaki. Genokracja"

 Stiefvater, Maggie - "Wezwij sokoła"

 Pilipiuk, Andrzej - "Czarna Góra"

 Schwab, V. E. - "Niewidzialne życie Addie LaRue"

 Migalski, Marek - "Nieśmiertelnicy"

Linki

Willocks, Tim - "Religia"
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: Grudzień 2006
Oprawa: twarda
Format: 150 x 225



Willocks, Tim - "Religia"
nutka Posłuchaj recenzji w formacie mp3

     W XVI wieku cała chrześcijańska Europa drżała przed potężnym imperium osmańskim, które niczym nie zagrożone zdobywało kolejne terytoria. Wschodnia część Morza Śródziemnego znajdowała się pod ich suwerennym panowaniem, ale by w pełni kontrolować żeglugę po tym akwenie, potrzebne było zdobycie jeszcze jednego miejsca: Malty. Ta niewielka skalista wysepka znajdowała się w strategicznym miejscu. Kto nią władał, mógł w znacznym stopniu kontrolować cały basen Morza Śródziemnego. Dodatkową motywem dla Turków był fakt, że na Malcie swoją siedzibę mieli joannici, czyli Zakon Szpitalników św. Jana Chrzciciela, posiadający potężną flotę i pałający żądzą rewanżu na Turkach za wygnanie ich z poprzedniej siedziby na Rodos. W 1565 roku sułtan Sulejman I Wspaniały wysłał swoich najlepszych dowódców wraz z kilkudziesięciotysięczną armią na podbój Malty. Naprzeciwko nim stanęła niewielka grupa obrońców z charyzmatycznym Wielkim Mistrzem Jeanem de La Valette na czele. Wydawało się, że są bez szans, a imperium bez problemu sięgnie po kolejną zdobycz...

     Tak w dużym przybliżeniu wyglądają realia historyczne, w których Tim Willocks postanowił osadzić swoją powieść pod tytułem „Religia”. Akcja dzieje się w przeważającej większości podczas najazdu Turków na Maltę. Bitwy i oblężenie odgrywają znaczącą rolę, ale są także scenerią dla osobistych dramatów i skomplikowanych relacji uczuciowych między bohaterami. Szczególnie dużo miejsca poświęca autor czworokątowi miłosnemu, w którym główne role odgrywają: dzielny choć niedziałający zgodnie z literą prawa kapitan Tannhäuser; inkwizytor Ludovico Ludovici, jego była kochanka Carla, przybywająca na Maltę w poszukiwaniu ich wspólnego syna, oraz jej przyjaciółka Amparo, potrafiąca spojrzeć w przyszłość. Już ta wyliczanka może wskazywać, że opisywane przez autora relacje między kluczowymi bohaterami będą miały melodramatyczny wydźwięk. Tak jest w istocie. Ten wątek, któremu poświęcona jest znaczna część fabuły, bardziej pasowałyby do ckliwego romansu niż opowieści o krwawym oblężeniu. Niestety mam wrażenie, że Willocksowi pomieszały się właściwe proporcje i przez to książka sporo straciła. Z omawianą kwestią wiąże się jeszcze jeden nie za bardzo pozytywny aspekt – „Religia” została nominowana przez brytyjski magazyn „Literary Review” do nagrody „Bad Sex in Fiction”, przyznawanej za „ordynarne, niesmaczne i często niedbałe użycie zbędnych opisów aktu seksualnego we współczesnej powieści”. Już w prologu mamy do czynienia z niezbyt przyjemną sceną gwałtu, podczas której tureccy żołdacy dla ułatwienia sobie bojowego zadania zabijają ofiarę, a następnie niczym nie zrażeni kontynuują przerwaną czynność... Nie powiem, by nastroiło mnie to pozytywnie do dalszej lektury. Całe szczęście, dalej jest już znacznie lepiej. Scen łóżkowych nie ma za wiele. Nie odstają one także poziomem od wielu innych opisów znanych ze współczesnej prozy. Co najwyżej są znacznie bardziej kwieciste, a jednocześnie dosyć realistyczne, bez ogólników i owijania w bawełnę.
     O wiele lepiej prezentują się sceny batalistyczne. Willocks potrafi zbudować napięcie, całkiem nieźle oddaje realia bitwy. Z dużą przyjemnością śledziłem poczynania Tannhäusera i jego kompanów – zarówno podczas krwawych potyczek na murach, jak i misji szpiegowskich w tureckim obozie. Co prawda niekiedy przesadza z naturalizmem i rycerze wręcz ociekają krwią i gównem, ale w tym elemencie nie można Willocksowi zarzucić braku realizmu.
Co ważne, autor trzyma się w miarę wiernie faktów historycznych, tylko w niewielu miejscach je naciągając lub ubarwiając*. Jest to całkowicie zrozumiałe, zarówno z powodu wymagań powieści, jak i zróżnicowanych relacji o próbie podboju Malty przez Turków, jakie przetrwały do naszych czasów. Niemniej najważniejsze etapy oblężenia pozostały niezmienione. Intryguje mnie tylko jedna kwestia – joannici mówią o swoim zakonie używając słowa Religia, ale w żadnych źródłach nie spotkałem się z takim określeniem. Nie wiem więc, czy do takiej informacji nie dotarłem, czy też jest to inwencją autora.

     Ważną rolę w powieści Willocksa odgrywają kwestie religijne. Kapitan Tannhäuser stoi pomiędzy światem chrześcijańskim a muzułmańskim, tkwiąc w specyficznej formie ateizmu. Wraz z wydarzeniami obserwujemy jego transformację – podobnie rzecz ma się także z innymi bohaterami. Można powiedzieć, że najlepszym mottem podsumowującym przemiany bohaterów jest napis na bransoletce Tannhäusera: „Przybywam na Maltę nie po bogactwo i chwałę, ale po zbawienie duszy”. I choć początkowo nic na to nie wskazuje, to dla wielu Malta stała się kuźnią, w której ich dusze zostały przekute na nowo. W zasadzie tylko jeden człowiek pozostaje niezmienny jak skała. Mowa o de Valletcie, który robi wszystko, by nie załamał się duch obrońców, twardą ręką podejmując decyzje. Autorowi udało się całkiem nieźle oddać osobowość Wielkiego Mistrza i rolę, jaką odegrał podczas najazdu Turków.

     Willocks sprawnie posługuje się piórem. Potrafi przykuć uwagę czytelnika i nawet nudniejsze fragmenty nie powodują, że ma się ochotę odłożyć książkę. Mam jednak pewne zastrzeżenia do stylu, który ma dwoisty charakter. Opisy walk są napisane prostym, niemal żołnierskim językiem, zdania są krótkie, a narracja dynamiczna – czyli dokładnie tak, jak powinno to wyglądać. Niestety zupełnie inaczej jest, gdy przedmiotem opisu stają się uczucia, odczucia i relacje między bohaterami. Zmienność stylu w zależności od okoliczności to rzecz chwalebna, ale w tym przypadku Willocks posunął się za daleko. Buduje wielopoziomowe metafory, zawiłe strukturalnie konstrukcje zdaniowe, nadużywa epitetów – te fragmenty, zamiast oddziaływać na odbiorcę, raczej go śmieszą i nudzą. Zatracona przez to jest także realność, a motywacje bohaterów często stają się niezrozumiałe. Jednocześnie przebija przez to naiwność i mała wiarygodność.

     Wypada osobny akapit poświęcić wydaniu „Religii”, bo naprawdę zasługuje na uwagę. Twarda oprawa i wysoka jakość szycia to konieczny wymóg przy tak obszernej książce. Dom Wydawniczy Rebis spisał się na tym polu na medal. Podobnie rzecz ma się z innymi elementami składającymi się na wydanie książki – okładka jest naprawdę ładna, papier dobrej jakości, a czcionka wyrazista. Korekta także zrobiła swoje, bo potknięć językowych i literówek w „Religii” praktycznie nie ma. Chciałoby się wręcz tylko tak wydane książki mieć na półce.

     Jak więc należy podsumować „Religię”? Chyba mimo wszystko jako zmarnowany potencjał. W powieści jest wiele pozytywnych elementów, ale są one równoważone przez równie liczne wady. Przyszła mi do głowy nawet myśl, że tak naprawdę powieść Willocksa składa się z dwóch oddzielnych części – batalistycznej i romantycznej. Może lepiej by wyszło, gdyby z przygotowanego materiału powstały dwie odrębne książki? Każda z nich miałaby solidną objętość, a jednocześnie czytelnicy wiedzieliby dla kogo jest ona przeznaczona – bo z tym mam największy problem. Dla wielbicieli dynamicznej akcji i krwawych potyczek w „Religii” jest za dużo ckliwości i melodramatyzmu. Natomiast zwolennicy romansów mogą czuć się zniesmaczeni zbytnim realizmem i okrucieństwem. Możliwym rozwiązaniem byłoby także lepsze rozłożenie akcentów, przez co powieść wpasowywałaby się w liczne książki spod znaku płaszcza i szpady. A tak pozostaje niedosyt.



*Swoją wiedzę na ten temat czerpię z opracowania Andrzeja Zielińskiego pod tytułem „Malta 1565” (Seria „Historyczne bitwy”, 2004, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa).



Ocena: 6/10
Autor: Shadowmage


Dodano: 2006-12-28 22:16:34
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

GeedieZ - 10:04 29-12-2006
Może i bym spróbował tej prozy ale cena w postaci 49 zł mnie skutecznie zniechęca. I niewiele mnie obchodzi, że jest ładnie szyta i HC ;) Wolałbym nawet w formie rozpadającej się sklejanki, w miękkiej skorupie, ale za połowę tej ceny. Wtedy może bym się skusił.

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Australijskie piekło"


Artykuły

"Kraina Lovecrafta" - książka a serial


 Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"

 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

Recenzje

Żerdziński, Maciej - "Opuścić Los Raques" (audiobook)


 Lewandowski, Radosław - "Australijskie piekło"

 Fry, Stephen - "Mythos"

 Morgan, Richard - "Rzadkie powietrze"

 Strugaccy, Arkadij i Borys - "Piknik na skraju drogi i inne utwory"

 antologia - "Księga magii"

 Tremblay, Paul - "Chata na krańcu świata"

 King, Stephen - "Jest krew..."

Fragmenty

 Stiefvater, Maggie - "Wezwij sokoła"

 Lewandowski, Radosław - "Australijskie piekło"

 Elison, Meg - "Księga Etty"

 Kucenty, Magdalena - "Zodiaki. Genokracja"

 Ziemiański, Andrzej - "Virion. Zamek"

 Strugaccy, Arkadij i Borys - "Piknik na skraju drogi i inne utwory"

 Wydra, Justyna - "Warkoczyk"

 Le Guin, Ursula K. - "Księga Drogi i Dobra"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2021 nast.pl     RSS      RSS