NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Niven, Larry - "Pierścień" (2019)

Fedyk, Karolina - "Skrzydła"

Ukazały się

Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"


 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 antologia - "Jednookie walety"

 Pindel, Tomasz - "Historie fandomowe"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana" (2019)

 Clare, Cassandra - "Królowa Mroku i Powietrza"

 Briggs, Patricia - "Dotyk ognia"

 Harkness, Deborah - "Księga czarownic" (wyd. 3)

Linki

Reynolds, Alastair - "Arka odkupienia. Zdrada"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Reynolds, Alastair - "Przestrzeń objawienia"
Tytuł oryginału: Redemption Arch
Tłumaczenie: Grażyna Grygiel i Piotr Staniewski
Data wydania: Styczeń 2007
Wydanie: I
ISBN: 83-89004-70-4
Oprawa: miękka
Format: 115 x 185 mm
Liczba stron: 380
Cena: 27,00 zł
Rok wydania oryginału: 2002
Wydawca oryginału: Gollancz
Tom cyklu: 3, część 1



Reynolds, Alastair - "Arka odkupienia", tom 1 #5

Trzynaście

Ciernia wlekli siłą do gabinetu inkwizytora. Wielkie drzwi, skrzypiąc, otworzyły się i oto ją zobaczył: stała przy oknie, odwrócona plecami do wejścia. Patrzył na nią spod opuchniętych powiek. Zobaczył ją po raz pierwszy, nie spodziewał się, że jest tak drobna i młoda - dziewczyna w stroju dorosłej kobiety. Miała na sobie wysokie lśniące buty i ciemne spodnie, na wierzch narzuciła ciemną skórzaną, zapinaną z boku bluzę, sięgającą prawie do kolan, nieco za dużą - dłonie w rękawiczkach ginęły w rękawach. Czarne włosy, zaczesane do tyłu w błyszczących rządkach, na karku podkręcały się w małe loczki jak odwrócone znaki zapytania. Z półprofilu widział cienki, nieco wygięty nos nad małymi prostymi ustami. Karnację miała o ton ciemniejszą od jego karnacji.
Odwróciła się i rzekła do strażnika w drzwiach:
- Możesz nas zostawić samych.
- Proszę pani...
- Powiedziałam, możesz odejść.
Strażnik zostawił więźnia i wyszedł. Cierń lekko się chwiał. Widział kobietę to wyraźnie, to mgliście. Długo patrzyła na niego. Potem przemówiła; ten głos słyszał już z głośnika.
- Dojdziesz do siebie? Przykro mi, że cię pobili.
- Mnie jest przykro znacznie bardziej.
- Chciałam się tylko z tobą spotkać.
- W takim razie może powinnaś uważać na to, co się przytrafia twoim gościom - odparł, czując w ustach smak krwi.
- Przejdźmy, proszę. - Wskazała wejście do prywatnego pokoju. - Musimy coś przedyskutować.
- Dziękuję, tu mi dobrze.
- Cierniu, to nie było zaproszenie, nie interesuje mnie twoje samopoczucie.
Zastanawiał się, czy odczytała jego reakcję - minimalne zwężenie źrenic, zdradzające winę. Albo może miała przymocowany do karku laser, próbkujący poziom soli na jego skórze? Z pewnością dobrze się orientowała, co on sądzi o jej zapewnieniach. Może nawet gdzieś w budynku znajdował się trał - mówiono, że w Domu Inkwizycji jest przynajmniej jeden trał, pracowicie konserwowany od początku istnienia kolonii.
- Nie wiem, za kogo mnie uważacie.
- Ależ wiesz. Po co te gierki? Chodź ze mną.
Poszedł za nią do mniejszego pokoju bez okien. Rozejrzał się, ale nie zauważył żadnej pułapki, nic nie świadczyło o tym, że to zakamuflowany pokój przesłuchań. Pomieszczenie wyglądało dość przeciętnie. Przy trzech ścianach półki zapchane papierzyskami, na czwartej mapa Resurgamu upstrzona szpileczkami i lampkami. Inkwizytor wskazała mu krzesło przy wielkim biurku, zajmującym znaczną część pokoju. Po drugiej stronie biurka siedziała już inna kobieta z lekko znudzoną miną. Starsza od inkwizytor, ale równie szczupła i muskularna. Na ramionach miała ciężki szarobury płaszcz z kutnerowymi mankietami i kołnierzem, na głowie - czapkę. Uderzyło go to, że obie kobiety mają cechy nieco ptasie, są chude, a jednocześnie zwinne i grubokościste. Nieznajoma za biurkiem paliła papierosa.
Usiadł na wskazanym krześle.
- Kawy?
- Nie, dziękuję.
Kobieta pchnęła ku niemu paczkę papierosów.
- A może zapalisz?
- Bez tego też się obędę. - Podniósł jednak pudełko, odwrócił je i przyjrzał się dziwnym napisom i pieczęciom. Nie zrobiono tego w Cuvier. W ogóle nie wyglądało to na produkt z Resurgamu. Posunął pudełko z powrotem do kobiety.
- Mogę już iść?
- Nie. Nawet nie zaczęliśmy. - Inkwizytor usiadła na swoim krześle, obok tamtej starszej kobiety, i nalała sobie kawy.
- Przedstawmy się. Wiesz, kim jesteś, i my wiemy, kim jesteś ty, ale chyba niewiele wiesz o nas. Oczywiście masz jakieś informacje na mój temat, ale chyba niezbyt dokładne. Nazywam się Vuilleumier. A to moja współpracownica...
- Irina - wtrąciła starsza kobieta.
- Tak, Irina. A ty jesteś Cierń, człowiek, który ostatnio narobił tyle szkód.
- Nie jestem Cierniem. Władze nie mają pojęcia, kim jest Cierń.
- Skąd wiesz?
- Czytam gazety, jak wszyscy.
- Masz rację. Wydział Zagrożeń Wewnętrznych niezbyt się orientuje, kim jest Cierń, ale tylko dlatego, że bardzo się starałam, żeby ten wydział zmylić. Wyobrażasz sobie, ile wysiłku mnie to kosztowało? Ile osobistych zachodów?
Wzruszył ramionami, usiłował nie okazywać ani zainteresowania, ani zdziwienia.
- To wasz problem, nie mój.
- Oczekiwałam większej wdzięczności. Ale jakoś to przeżyjemy. Rozumiemy twoje uczucia, bo nie masz szerszej perspektywy.
- Szerszej perspektywy?
- Wkrótce do tego dojdziemy. Ale przez chwilę porozmawiajmy o tobie. - Poklepała gruby segregator, leżący na brzegu biurka, i przesunęła go ku Cierniowi. - Otwórz, proszę, i rzuć okiem.
Patrzył na inkwizytor przez kilka sekund, potem otworzył segregator w przypadkowym miejscu i zaczął chaotycznie przeglądać podpięte w nim kartki. Miał wrażenie, że uchylił wieko koszyka pełnego węży. Było tam cała jego biografia z detalicznymi przypisami i odsyłaczami. Rzeczywiste imię - Renzo. Szczegóły życia osobistego; publiczna działalność przez ostatnie pięć lat; ważniejsze akcje antyrządowe, w których uczestniczył, zapisy wypowiedzi, fotografie, ekspertyzy, rozwlekłe raporty.
- Jest co poczytać, prawda? - zauważyła starsza kobieta.
Przerzucił resztę papierów, czując przerażenie, żołądek podszedł mu do gardła. Na podstawie tych materiałów mogliby go wielokrotnie skazać w dziesięciu oddzielnych procesach pokazowych.
- Nie rozumiem - protestował niepewnie. Nie zamierzał się od razu poddawać, po tak długim czasie, ale nagle wszystko wydało mu się daremne.
- Czego nie rozumiesz, Cierniu? - spytała Vuilleumier.
- To Wydział... Zagrożeń Zewnętrznych, a nie Wewnętrznych. Tobie powierzono znalezienie triumwira. Nie jestem... Wy się Cierniem nie interesujecie.
- Teraz się interesujemy - odparła. Przełknęła trochę kawy.
Druga kobieta paliła papierosa.
- Chodzi o to, Cierniu, że wraz ze współpracowniczką prowadziłyśmy sabotaż działalności Wydziału Zagrożeń Wewnętrznych. Robiłyśmy wszystko, żeby cię nie pochwycono. Dlatego musiałyśmy wiedzieć o tobie przynajmniej tyle co oni, jeśli nie więcej.
Mówiła dziwnym akcentem. Nie potrafił go zidentyfikować. Chyba... słyszał go już kiedyś w młodości. Przeczesał swą pamięć, ale bezskutecznie.
- Po co ten sabotaż? - spytał.
- Ponieważ chcemy cię żywego, a nie martwego. - Uśmiechnęła się krótko, jak małpa.
- To napawa otuchą.
- Zaraz zechcesz wiedzieć, dlaczego, więc ci wyjaśnię - powiedziała Vuilleumier. - Teraz musimy zakreślić szerszą perspektywę, więc słuchaj uważnie.
- Zamieniam się w słuch.
- To biuro, część Domu Inkwizycji zwana Wydziałem Zagrożeń Zewnętrznych, pełni zupełnie inną rolę, niż się wydaje. Tropienie przestępcy wojennego Volyovej zawsze było tylko przykrywką znacznie ważniejszej operacji. W istocie Volyova nie żyje od lat.
Miał wrażenie, że Vuilleumier kłamie, ale mimo to jej słowa zbliżają go do prawdy.
- Po co więc to całe udawanie, że się jej poszukuje?
- Bo nie o nią cały czas chodziło, tylko o jej statek czy o sposoby dostania się na ten statek. A skupiając się na Volyovej, osiągaliśmy ten sam cel, bez koncentrowania publicznej uwagi na sprawie statku.
Kobieta, która przedstawiła się jako Irina, skinęła głową.
- W zasadzie ten cały wydział zajmuje się wyłącznie odzyskaniem jej statku. Wszystko inne to zasłona dymna. Bardzo skomplikowana gra pozorów, która już spowodowała wewnętrzne konflikty z kilkoma innymi wydziałami.
- Dlaczego to taka tajemnica?
Kobiety wymieniły spojrzenia.
- Ja ci to wyjaśnię - wtrąciła Irina. - Poszukiwanie statku należało utajnić, bo gdyby informacja wyszła na jaw, sprowokowałaby wielkie niepokoje społeczne.
- Nie rozumiem.
- Ludzie wpadliby w panikę. – Irina machała papierosem. - Oficjalna polityka rządu zawsze wspierała terraformowanie, od czasów Girardieau i dawnych Potopowców. Po kryzysie związanym z Sylvestem jeszcze się to pogłębiło. Obecnie rząd i terraformowanie to jedność. Krytycy programu uważani są za wywrotowców. Tobie na pewno nie trzeba tego wyjaśniać.
- A co ma do tego statek?
- Można go wykorzystać do ucieczki. Część ludzi w rządzie odkryła bardzo niepokojące fakty. - Irina puszczała dym z papierosa. - Kolonii zagraża zewnętrzne niebezpieczeństwo, ale nie takie, jak sobie pierwotnie wyobrażano. Badania nad tym zagrożeniem prowadzi się od dłuższego czasu. Wnioski są jednoznaczne: Resurgam trzeba ewakuować w ciągu roku czy dwóch. Optymistycznie licząc - w ciągu pięciu lat, ale to już nadzwyczajny optymizm.
Obserwowała, jakie wrażenie wywarły na nim jej słowa. Może przypuszczała, że nie wszystko zrozumiał.
Pokręcił głową.
- Przepraszam, ale musisz mi to wyjaśnić dokładniej.
Irina miała zbolałą minę.
- Nie wierzysz mi?
- Nie ja jeden.
- Ale przecież zawsze chciałeś opuścić Resurgam - rzekła inkwizytor. - Zawsze twierdziłeś, że kolonia jest w niebezpieczeństwie.
- Chciałem stąd wyjechać. Kto by nie chciał?
- Posłuchaj – zaczęła ostro Vuilleumier. - Tysiące ludzi uważają cię za bohatera. Większość z nich zupełnie nie ufa rządowi. Spora grupa od dawna wierzy, że wiesz, gdzie jest prom, i przygotowujesz masowy exodus swoich wyznawców w kosmos.
Wzruszył ramionami.
- I co?
- Oczywiście to nieprawda, promy nigdy nie istniały, ale mogłyby istnieć, nie jest to takie nieprawdopodobne, zważywszy na wszystko, co zaszło. - Pochyliła się ku niemu. - Rozważ następującą hipotezę. Tajna agencja rządowa odkrywa, że Resurgamowi zagraża globalne niebezpieczeństwo. Ta sama agencja po solidnej pracy ustala pozycję statku Volyovej. Inspekcja statku wykazuje, że statek jest uszkodzony, ale nadaje się do lotu i, co najważniejsze, do przewozu pasażerów. Bardzo wielu pasażerów. Mógłby ewakuować całą planetę, gdyby się pogodzić z pewnymi niedogodnościami.
- Jak arka? - spytał.
- Tak - odparła, wyraźnie rada z jego odpowiedzi. - Dokładnie jak arka.
Koleżanka Vuilleumier elegancko trzymała papierosa w dwóch palcach. Jej nadzwyczaj chude dłonie kojarzyły się Cierniowi z kośćmi rozłożonego ptasiego skrzydła.
- Jednak statek-arka to dopiero połowa problemu - powiedziała starsza kobieta. - Gdyby rząd ogłosił, że taki statek istnieje, czy uwierzono by mu? Oczywiście ludzie byliby sceptyczni. - Dziabnęła papierosem w jego stronę. – I tu jest zadanie dla ciebie. Ludzie zaufają tobie w sprawach, w których nie zaufają nam.
Cierń mocno odchylił się w krześle, które teraz opierało się tylko na dwóch tylnych nogach. Zaśmiał się i pokręcił głową. Kobiety obserwowały go beznamiętnie.
- To dlatego skatowano mnie tam na dole? Żebym zmiękł i uwierzył w te bzdury?
Koleżanka Vuilleumier wzięła do ręki paczkę papierosów.
- To pochodzi z tego statku.
- Czyżby? To miłe. Chyba powiedziałyście, że nie ma sposobu dotarcia na orbitę.
- Nie było, ale teraz jest. Włamałyśmy się zdalnie do systemów komputerowych statku i kazałyśmy wysłać prom na planetę.
Skrzywił się, ale nie mógł przysiąc, że to bzdura. Owszem - trudne, owszem - mało prawdopodobne, ale nie całkiem niemożliwe.
- I tym jednym promem zamierzacie ewakuować całą planetę?
- Dwoma. - Vuilleumier zakasłała i wyjęła drugi segregator. - Ostatni spis wykazał, że ludność Resurgamu liczy niecałe dwieście tysięcy. Większy ze statków może zabrać pięćset osób na orbitę, gdzie mogą się przesiąść na statek śródukładowy o czterokrotnie większej pojemności. Musielibyśmy wykonać czterysta lotów z Resurgamu na orbitę. Statek śródukładowy musiałby odbyć około stu lotów w tę i z powrotem do statku Volyovej. To jest rzeczywiste wąskie gardło. Każda z tych podróży zajmie co najmniej trzydzieści godzin, nie licząc czasu załadunku i wyładunku po obu końcach. Przyjmijmy bezpiecznie czterdzieści godzin. Razem dostajemy prawie sześć standardowych miesięcy. Możemy zaoszczędzić trochę czasu, włączając dodatkowy statek na trasie planeta - orbita, ale i tak nie zejdziemy poniżej pięciu miesięcy. A i to przy założeniu, że co czterdzieści godzin nowa grupa dwóch tysięcy osób będzie przygotowana na wylot z Resurgamu. - Vuilleumier uśmiechnęła się. Podobał mu się ten uśmiech, nic nie mógł na to poradzić, choć powinien mu się kojarzyć z bólem i strachem. - Rozumiesz teraz, dlaczego cię potrzebujemy.
- A co zrobi rząd, jeśli odmówię współpracy?
- Zostałby tylko powszechny przymus. - Irina powiedziała to jak coś zupełnie sensownego. - Stan wyjątkowy, obozy internowania; niemiła perspektywa. Spodziewamy się aktów społecznego nieposłuszeństwa. Prawdopodobnie wiele osób by zginęło.
- I tak wiele osób zginie - stwierdziła Vuilleumier. - Niemożliwe jest zorganizowanie masowej ewakuacji bez ofiar. Chciałybyśmy to jednak zminimalizować.
- Z moją pomocą? - spytał.
- Pozwolisz, przedstawię ci plan. - Dźgała palcem blat biurka. - Zaraz cię zwolnimy. Możesz iść, gdzie ci się podoba. Nadal będziemy robiły wszystko, żeby Wydział Zagrożeń Wewnętrznych nie siedział ci na karku. Doprowadzę również do ukarania tych drani, którzy cię pobili, przyrzekam. W zamian prosimy cię o rozpowszechnienie informacji, że zlokalizowałeś promy. Oraz że odkryłeś zagrożenie dla Resurgamu i znasz sposób wydobycia wszystkich z tego zagrożenia. Twoja organizacja rozpowszechni informacje, że ewakuacja zacznie się wkrótce, oraz da wskazówki, gdzie powinny się zbierać grupy zainteresowanych. Równocześnie władze wydadzą oświadczenie dyskredytujące twój ruch, ale nie będzie to zupełnie przekonujące. Ludzie zaczną przypuszczać, że natknąłeś się na coś, co rząd chce przed nimi ukryć. Jak dotychczas to jasne?
Odwzajemnił jej uśmiech.
- Dotychczas tak.
- Teraz zaczyna się najciekawsze. Gdy te informacje zakorzenią się w świadomości społecznej i część ludzi zacznie je traktować poważnie, zostaniesz aresztowany. Albo przynajmniej ludzie zobaczą, jak zostajesz aresztowany. Po pewnym czasie rząd przyzna, że rzeczywiście istnieje zagrożenie i że twój ruch uzyskał dostęp do statku Volyovej. W tym momencie operacja ewakuacji znajdzie się pod kontrolą rządu, ale ty będziesz postrzegany jako ktoś, kto niechętnie daje tej akcji swoje błogosławieństwo, i na żądanie ludności dostaniesz władzę - pozorną. Rząd wyjdzie na durnia, ale u ludzi zwiększy się zaufanie do całej operacji. Zostaniesz bohaterem. - Spojrzała mu prosto w oczy przez chwilę dłuższą niż poprzednio. Potem odwróciła wzrok. - Wszyscy na tym wygrają. Planeta zostanie ewakuowana bez paniki. W efekcie zostaniesz zwolniony i uhonorowany, oskarżenia zostaną oddalone. Kusząca propozycja, prawda?
- Byłaby kusząca, ale ma dwie małe wady.
- Mianowicie?
- Zagrożenie i statek. Nie wyjaśniłyście, dlaczego trzeba ewakuować Resurgam. Powinienem to chyba wiedzieć. I uwierzyć. Nie zdołam nikogo przekonać, jeśli sam nie będę przekonany.
- Słusznie. A statek?
- Powiedziałyście, że potraficie się dostać na statek. Dobrze. - Spojrzał na obie kobiety, najpierw na młodszą, potem na starszą. Czuł - choć nie miał na to dowodów - że o ile każda z nich jest bardzo niebezpieczna indywidualnie, to w zespole są niebezpieczne wyjątkowo.
- Dobrze... co? - spytała Vuilleumier.
- Pokażcie mi go.


Dodano: 2006-12-12 09:26:11
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Nawiedzenia"


Wygraj "Ostatniego strażnika"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS