NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Szmidt, Robert J. - "Ostatnia misja Asgarda"

Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

Ukazały się

Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"


 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Złote Miasto"

 Swallow, James - "Krocząc w strachu"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King,Stephen - "Pan Mercedes" (2019)

 Rogoża, Piotr - "Niszcz, powiedziała"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

Linki

Reynolds, Alastair - "Arka odkupienia. Zdrada"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Reynolds, Alastair - "Przestrzeń objawienia"
Tytuł oryginału: Redemption Arch
Tłumaczenie: Grażyna Grygiel i Piotr Staniewski
Data wydania: Styczeń 2007
Wydanie: I
ISBN: 83-89004-70-4
Oprawa: miękka
Format: 115 x 185 mm
Liczba stron: 380
Cena: 27,00 zł
Rok wydania oryginału: 2002
Wydawca oryginału: Gollancz
Tom cyklu: 3, część 1



Reynolds, Alastair - "Arka odkupienia", tom 1 #3

Fragment 3

Usłyszała głos. Głos człowieka, kobiety, pozbawiony barwy – lub raczej mający boski brak barwy – takie głosy miały na ogół źródło w jej czaszce. Natomiast ten głos powstał w ludzkiej krtani i rozszedł się w powietrzu, przez kilka metrów, po czym został zdekodowany przez ludzki układ słuchu, gromadząc po drodze wszelkiego rodzaju drobne usterki. Już bardzo dawno nie słyszała takich głosów.
- Witaj, Galiano – powiedział głos.
Gdzie jestem?
Nie dostała odpowiedzi. Po kilku chwilach głos dodał uprzejmie:
- Jeśli możesz, również musisz mówić. Wystarczy, że spróbujesz uformować dźwięki, a trał zrobi resztę: odbierze intencję przesłania sygnałów elektrycznych do krtani. Ale samo pomyślenie odpowiedzi nie załatwi sprawy, gdyż nie ma bezpośrednich połączeń między twoim umysłem a moim.
Wydawało się, że słowa napływają przez całą wieczność. Gdy ktoś przez kilka wieków posługiwał się linkami neuralnymi, język mówiony wydawał mu się strasznie powolny i liniowy, choć składnia i gramatyka były znajome.
Wygenerowała intencję mowy i usłyszała rozbrzmiewający swój własny głos, wzmocniony.
- Dlaczego?
- Później do tego przejdziemy.
- Gdzie jestem? Kim ty jesteś?
- Jesteś bezpieczna i zdrowa. W domu. Znów w Matczynym Gnieździe. Odzyskaliśmy twój statek i ożywiliśmy cię. Nazywam się Skade.
Galiana zdawała sobie sprawę tylko z istnienia stojących nad nią mglistych postaci, ale teraz pomieszczenie pojaśniało. Leżała na plecach, pod pewnym kątem do poziomu. Znajdowała się w kasecie bardzo podobnej do kasety zimnego snu, ale pozbawionej pokrywy, i twarz miała wystawioną na wolne powietrze. W polu widzenia postrzegała pewne obiekty, ale nie mogła poruszyć żadną częścią ciała, nawet oczami. Rozmazana postać pojawiła się przed nią, pochyliła nad otwartą paszczą kasety.
- Skade? Nie pamiętam cię.
- Nie możesz mnie pamiętać – odparła obca. - Stałam się Hybrydowcem dopiero po twoim odlocie.
Cisnęło się tysiące pytań, wymagających odpowiedzi, ale Galiana nie mogła ich wszystkich zadać jednocześnie, zwłaszcza używając tego niezgrabnego, przestarzałego systemu łączności. Od czegoś jednak należało zacząć:
- Jak długo byłam nieobecna?
- Sto dziewięćdziesiąt lat, prawie co do miesiąca. Wyruszyłaś...
- W 2415 roku – odparła szybko Galiana.
- Tak, a teraz mamy 2605.
Wiele było rzeczy, których Galiana sobie natychmiast nie przypomniała, oraz wiele takich, których nie chciałaby pamiętać. Zasadnicze sprawy były jednak jasne. Dowodziła wyprawą trzech statków z Matczynego Gniazda. Miały się zapuścić poza granice zmapowanego przez ludzkość kosmosu, zbadać nieodwiedzone planety i poszukać złożonych form obcego życia. Gdy do statków dotarła wiadomość o wybuchu wojny, jeden z nich zawrócił do domu, a pozostałe dwa kontynuowały podróż, oblatując wiele nowych układów słonecznych.
Choć usilnie próbowała, nie mogła sobie przypomnieć, co się stało z drugim statkiem, który kontynuował podróż. Miała tylko przerażające poczucie straty, w głowie pustkę, wymagającą wypełnienia głosami.
- Moja załoga?
- Przejdziemy do tego – odparła znowu Skade.
- A Clavain i Felka? Dotarli w końcu? Pożegnaliśmy się z nimi w głębokim kosmosie. Mieli wracać do Matczynego Gniazda.
Nastąpiła okropna, przerażająca przerwa, zanim Skade odpowiedziała:
- Udało im się wrócić.
Galiana by odetchnęła, gdyby mogła odetchnąć. Uczucie ulgi było tak zaskakujące. Dopiero gdy usłyszała wiadomość, że ukochane osoby są bezpieczne, zdała sobie sprawę, jak strasznego doznawała napięcia.
Nastąpiły chwile błogiego spokoju i Galiana bliżej przyjrzała się Skade. Pod wieloma względami kobieta przypominała Hybrydowca z epoki Galiany. Miała na sobie proste jak od piżamy spodnie i luźno przepasaną czarną bluzę z tkaniny jedwabnopodobnej, pozbawioną wszelkich ozdób i oznak. Była ascetycznie chuda i blada, wyglądała prawie na niedożywioną. Oblicze woskowe, gładkie, nie było nieatrakcyjne, lecz brakowało mu linii i zmarszczek oddających zwykły wyraz twarzy. Nie miała również włosów ani na głowie, ani na twarzy, co nadawało jej wygląd niedokończonej lalki. Te atrybuty nie pozwalały jej wyróżnić z tysięcy innych Hybrydowców. Bez linku umysł-do-umysłu, bez zwykłej chmury rzutowanych fantazmów, nadających cechy indywidualne, trudno ich było odróżnić.
Ale Galiana nigdy nie widziała takiego Hybrydowca. Skade miała grzebień – sztywny, wąski czub, który wyłaniał się z czoła dwa centymetry nad nosem i zakrzywiał się do tyłu pośrodku czaszki. Wąska górna powierzchnia wyrostka była twarda i koścista, ale boki miały piękne delikatne pionowe prążki, które mieniły się wzorami dyfrakcyjnymi – jaskrawoniebieskimi i pomarańczowymi, kaskadą tęczowych odcieni, zmieniających się przy najmniejszym ruchu głowy Skade. Galiana zauważyła również falowanie rozmaitych barw wzdłuż grzebienia, nawet wtedy, gdy grzebień się nie przechylał.
- Zawsze taka byłaś? – spytała.
Skade delikatnie dotknęła grzebienia.
- Nie, to jest nasza hybrydowska modyfikacja. Od twojego wyjazdu, Galiano, wiele się zmieniło. Najlepsi z nas myślą tak szybko, że aż trudno to sobie wyobrazić.
- Najlepsi z was?
- Może źle się wyraziłam... chodzi o to, że niektórzy osiągnęli granice przeciętnego ludzkiego organizmu. Implanty w naszych głowach umożliwiają nam myślenie dziesięć do piętnastu razy szybsze niż normalnie, przez cały czas, ale kosztem zwiększonego wydzielania ciepła. Moja krew pompowana jest przez grzebień, a potem przez układ bruzd, gdzie oddaje ciepło. Budowa bruzd jest zoptymalizowana ze względu na maksymalizację powierzchni. Bruzdy marszczą się, by zapewnić cyrkulację powietrza. Efekt jest przyjemny wizualnie, tak mi mówiono, ale to zupełnie przypadkowe. Przejęliśmy ten trik od dinozaurów. Nie były aż tak głupie, jak się uważa. – Skade znów pogłaskała swój grzebień. – Nie ma powodów do niepokoju, Galiano. Nie wszystko się zmieniło.
- Słyszeliśmy, że wybuchła wojna – powiedziała Galiana. – Byliśmy piętnaście lat świetlnych stąd, gdy przechwyciliśmy raporty. Najpierw o zarazie, a potem o wojnie. Raporty nie brzmiały sensownie, mówiły, że wszczynamy wojnę z Demarchistami, naszymi starymi sprzymierzeńcami.
- To prawda – potwierdziła Skade z lekkim smutkiem.
- Na Boga, dlaczego?
- Z powodu zarazy. Zniszczyła społeczństwo Demarchistów, stworzyła próżnię władzy wokół Yellowstone. Na ich prośbę wprowadziliśmy się tam, by ustanowić zarząd tymczasowy w Chasm City i jego satelitarnych wspólnotach. Lepiej my, niż inny odłam ludzkości, tak rozumowano. Możesz sobie wyobrazić, jakiego bałaganu narobiliby tam Ultrasi czy Porywacze? Trwało to kilka lat, ale potem Demarchiści zaczęli odzyskiwać dawną potęgę. Nie odpowiadało im to, że przejęliśmy kontrolę nad układem, i nie zamierzali negocjować pokojowych warunków przywrócenia swoich rządów, więc wybuchła wojna. Oni ją zaczęli, wszyscy zgadzają się co do tego.
Galiana czuła, jak mija jej radosny nastrój. Miała wcześniej nadzieję, że pogłoski o wojnie są przesadzone.
- Jednak, jak widać, zwyciężyliśmy – powiedziała.
- Nie. W zasadzie nie. Rozumiesz... wojna nadal trwa.
- Ale to już...
- Pięćdziesiąt cztery lata – stwierdziła Skade. – No, tak, oczywiście były wzloty i upadki, zawieszenia broni i krótkie okresy odprężenia. Ale się nie utrzymały. Znów odrodziły się stare konflikty ideologiczne, otwarły się jak świeże rany. W istocie oni nam nigdy nie ufali, a my uważaliśmy ich za reakcyjnych ludystów, którzy nie chcą zaakceptować nowej fazy ludzkiego rozwoju.
Po raz pierwszy po przebudzeniu Galiana poczuła migrenowy ucisk za gałkami ocznymi, a wraz z nim burzę pierwotnych emocji, wyjącą z najstarszej części ssaczego mózgu. To przerażający strach przed pościgiem, przed zbliżającą się watahą ciemnych drapieżników.
Maszyny, powiedziała pamięć. Maszyny jak wilki, które przyszły z przestrzeni międzygwiezdnej i wczepiły się w płomień wyrzucany przez twój statek.
Nazwałaś je wilkami, Galiano.
Ich.
Nas.
Dziwne wrażenie ustąpiło.
- Przecież przez długi czas tak dobrze ze sobą współpracowaliśmy – powiedziała Galiana. – Na pewno znów znajdziemy płaszczyznę porozumienia. Są ważniejsze rzeczy od małostkowej walki o to, kto zarządza pojedynczym układem.
Skade pokręciła głową.
- Niestety, za późno. Za dużo ludzi zginęło, za wiele obietnic złamano, zbyt wiele popełniono okrucieństw. Konflikt rozszerzył się na inne układy, wszędzie, gdzie znajdowali się Hybrydowcy i Demarchiści. – Uśmiechnęła się, lecz był to uśmiech z przymusem, i jej twarz natychmiast przybrała neutralny wyraz, gdy tylko mięśnie się odprężyły. – Sytuacja nie jest aż tak rozpaczliwa, jak sobie wyobrażasz. Szala zwycięstwa przechyla się na naszą stronę powoli, lecz nieodwołalnie. Clavain wrócił dwadzieścia trzy lata temu i natychmiast zmienił bieg spraw. Przed jego przybyciem broniliśmy się, złapani w pułapkę działania jak prawdziwy zbiorowy umysł. Dlatego nasze posunięcia były dla wroga bardzo łatwe do przewidzenia. Clavain wyrwał nas z tego więzienia.
Galiana usiłowała wyrzucić wilki ze swego umysłu, wracając pamięcią do czasu, gdy spotkała Clavaina. Było to na Marsie, gdy walczył przeciw niej jako żołnierz Koalicji dla Czystości Neuralnej. Koalicja sprzeciwiała się eksperymentom wspomagania umysłów i uznała, że jedynym akceptowalnym rezultatem jest ostateczna anihilacja Hybrydowców.
Jednak Clavain postrzegał to szerzej. Po pierwsze, jako więzień Galiany, uświadomił jej, jak przerażające są jej eksperymenty dla reszty układu. Przedtem nie zdawała sobie z tego sprawy, dopóki Clavain, podczas długich miesięcy uwięzienia, cierpliwie jej wszystkiego nie wyjaśnił. Potem, gdy go uwolniono i wynegocjowano warunki zawieszenia broni, to właśnie Clavain wprowadził Demarchistów jako neutralną trzecią stronę. Demarchiści przygotowali układ o zawieszeniu broni i Clavain póty namawiał Galianę, aż go podpisała. To mistrzowskie posunięcie scementowało sojusz Hybrydowców z Demarchistami, który miał przetrwać wieki. Koalicja dla Czystości Neuralnej natomiast zasłużyła najwyżej na drobną wzmiankę w historii. Hybrydowcy nadal prowadzili doświadczenia neuralne; tolerowano je, a nawet do nich zachęcano, pod warunkiem, że Hybrydowcy nie podejmą prób wchłonięcia innych kultur. Później Demarchiści zaczęli wykorzystywać techniki neuronowe i sprzedawać je różnym odłamom ludzkości.
Wszyscy byli zadowoleni.
Ale w istocie Skade miała rację: przymierze nigdy nie było łatwe. W jakimś momencie wojna stała się nieunikniona, zwłaszcza gdy pojawił się nowy element – parchowa zaraza.
Ale żeby to trwało aż pięćdziesiąt cztery lata? Clavain nigdy by czegoś takiego nie tolerował, pomyślała Galiana. Wojnę uważał za straszne marnotrawstwo ludzkich sił. Szukałby sposobów ostatecznego zakończenia, albo przynajmniej trwałego zawieszenia broni.
Migrenowy ucisk w głowie nadal ją dręczył, choć nieco zelżał. Miała niepokojące wrażenie, że coś z wnętrza czaszki patrzy przez jej oczy, jakby nie była ich jedynym użytkownikiem.
Zbliżyliśmy się do twoich dwóch statków nieśpiesznymi susami starodawnych zabójców, którzy nie mają gatunkowej pamięci porażki. Czułaś nasze umysły – czyste intelekty balansujące na granicy inteligencji, równie stare i zimne jak pył międzygwiazdowy.
Czułaś nasz głód.
- Ale Clavain... – zaczęła.
- Co Clavain? – spytała Skade.
- Znalazłby jakąś metodę zakończenia konfliktu. Dlaczego tego nie zrobił?
Skade odwróciła się na chwilę i jej grzebień stał się wąskim grzbietem ustawionym krawędzią do Galiany. Gdy się znów odwróciła, usiłowała przybrać bardzo dziwną minę.
Widziałaś, jak przejęliśmy twój pierwszy statek, dławiąc go falą dociekliwych czarnych maszyn. Maszyny rozszarpały statek na strzępy. Widziałaś, jak wybuchł, a eksplozja wygrawerowała różowego łabędzia na twojej siatkówce, i czułaś, jak pękała sieć połączonych umysłów, odebrałaś to jak utratę tysiąca dzieci.
Próbowałaś się odsunąć, ale wtedy było już za późno.
Gdy dotarliśmy na twój statek, postępowaliśmy już ostrożniej.
- To nie jest łatwe, Galiano.
- Co takiego?
- Sprawa Clavaina.
- Powiedziałaś, że wrócił.
- Tak. Felka też wróciła. Ale z przykrością muszę cię poinformować, że oboje zmarli. – Słowa napływały jedno po drugim, powoli jak oddechy. – Jedenaście lat temu. Demarchiści skutecznie zaatakowali Gniazdo. Clavain i Felka zginęli.
Galiana mogła na to tylko w jeden racjonalny sposób zareagować.
- Nie!
- Bardzo ci współczuję – powiedziała Skade. Jej grzebień błysnął ultramaryną. – Bardzo żałuję, że to się stało. Byli dla nas wartościowymi aktywami.
- Aktywami?
Skade musiała odczuć wściekłość Galiany.
- Chodzi mi o to, że ich kochano. Wszyscy rozpaczaliśmy po ich stracie.
- Więc mi to udowodnij. Otwórz swój umysł. Znieś zapory. Chcę w to wniknąć.
Skade stała obok kasety.
- Dlaczego, Galiano?
- Ponieważ dopóki w to nie wniknę, nie będę pewna, czy mówisz prawdę.
- Nie kłamię – oznajmiła Skade łagodnie. – Ale nie mogę pozwolić, by nasze umysły rozmawiały. W twojej głowie coś jest. Nie rozumiemy, co to takiego, ale wiemy, że jest to prawdopodobnie obce i prawdopodobnie wrogie.
- Nie wierzę...
Teraz ciśnienie za oczami stało się bardzo dotkliwe. Galiana miała parszywe wrażenie, że odsunięto ją, stłamszono, upchano w mały, nieskuteczny zakątek jej własnej czaszki. Coś niewyobrażalnie złego i pierwotnego przejęło gospodarstwo, przycupnąwszy za jej oczami.
Usłyszała swoją mowę:
- Masz na myśli mnie?
Skade tylko nieznacznie drgnęła. Galiana podziwiała u niej zimną krew Hybrydowca.
- Może. A kim ty właściwie jesteś?
- Mam tylko takie imię, jakie mi ona nadała.
- Ona? – spytała Skade z rozbawieniem, ale jej grzebień migotał jasnozielono, świadcząc o przerażeniu, choć głos miała spokojny.
- Galiana – opowiedziała istota. – Nim ją przejąłem. Nazwała nas... mój umysł... wilkami. Opanowaliśmy jej statek po zniszczeniu tamtego drugiego statku. Z początku niezbyt pojmowaliśmy, czym oni są, ale potem otworzyliśmy ich czaszki i wchłonęliśmy ich centralny układ nerwowy. Dzięki temu wiele zrozumieliśmy: jak myślą, jak się komunikują, co zrobili ze swoimi mózgami.
Galiana próbowała się poruszyć, choć Skade już przedtem wprowadziła ją w stan paraliżu. Usiłowała krzyknąć, ale wilk – bo tak go nazwała – przejął całkowitą kontrolę nad jej głosem.
Przypominała sobie wszystkie wydarzenia.
- Dlaczego jej nie zabiłeś? – spytała Skade.
- To było zupełnie inaczej – odparował wilk. – Powinnaś zapytać, dlaczego ona sama się nie zabiła, nim do tego doszło. Przecież mogłaby. Gdyby tylko pomyślała takie życzenie, mogłaby zniszczyć cały statek wraz z całą załogą.
- Więc dlaczego tego nie zrobiła?
- Zawarła z nami ugodę, gdy wszystkich zabiliśmy i tylko ona została. Miała zaniechać samobójstwa pod warunkiem, że pozwolimy jej wrócić do domu. Wiedziała: to oznacza, że ja wniknę do jej czaszki i pobuszuję w jej pamięci.
- Dlaczego właśnie ją wybraliście?
- Była waszą królową, Skade. Gdy tylko odczytaliśmy umysły załogantów, wiedzieliśmy, że to właśnie jej potrzebujemy naprawdę.
Skade milczała. Akwamarynowe i zielone prążki goniły się powolnymi falami od czoła do karku.
- Nie zaryzykowałaby doprowadzenia was tutaj.
- Przeciwnie, jeśli doszła do wniosku, że przeważają korzyści związane z tym, że wcześniej was ostrzeże. To była ugoda. Dała nam czas na zebranie informacji i nadzieję, że dowiemy się więcej. I dowiedzieliśmy się.
Skade dotknęła palcem górnej wargi, a potem uniosła go pionowo przed sobą, jakby badała kierunek wiatru.
- Jeśli naprawdę jesteście wyższą obcą inteligencją i wiedzieliście, gdzie jesteśmy, musielibyście już do nas dotrzeć.
- Słusznie, Skade. W pewnym sensie masz rację. Nie wiemy dokładnie, dokąd Galiana nas przywiozła. Ja wiem, ale nie mogą tego przekazać swoim towarzyszom. Ale to nie ma znaczenia. Jesteście cywilizacją podróży kosmicznych, podzieleni wprawdzie na odłamy, ale to są różnice bez znaczenia. Na podstawie tego, co upiliśmy z waszych pamięci, i tego, co nadal z nich czerpiemy, potrafimy w przybliżeniu określić rejon zamieszkiwanego przez was kosmosu. Rozprzestrzeniacie się i graniczna powierzchnia waszego obszaru ekspansji wzrasta geometrycznie, więc stale zwiększa się prawdopodobieństwo spotkania z nami. Już raz się to wydarzyło i mogło mieć miejsce gdziekolwiek, w innych punktach granicznej sfery.
- Dlaczego mi to mówisz? – spytała Skade.
- Jak to po co? Żeby cię przestraszyć.
Skade była jednak na to za sprytna.
- Nie. Musi być inny powód. Chcesz dać mi do zrozumienia, że możesz być użyteczny.
- Co takiego? – Głos wilka mruczał rozbawieniem.
- Mogę cię natychmiast zabić. Przecież ostrzeżenie już zostało przekazane.
Gdyby Galiana mogła się poruszyć czy choćby mrugnąć, wysłałaby potakujący znak. Chciała umrzeć. Jaki cel miałoby teraz jej życie? Clavain odszedł. Felka odeszła. Teraz to pewne. I pewne jest również, że żadne sztuczki Hybrydowców nie zdołają uwolnić jej od tego paskudztwa w głowie.
Skade miała rację. Galiana wykonała swoje zadanie, spełniła ostatni obowiązek wobec Matczynego Gniazda. Gniazdo wiedziało, że wilki czyhają i najprawdopodobniej zbliżają się, czując ludzką krew.
Nie miało sensu trzymać jej dłużej przy życiu. Wilk przez cały czas będzie czekał na okazję ucieczki z jej głowy, choćby Skade wykazała nadzwyczajną czujność. Matczyne Gniazdo mogło czerpać z tego jakąś naukę, dostać drobną wskazówkę co do ich motywów czy słabych miejsc, ale potworne skutki takiej ucieczki przeważały ewentualne korzyści.
Galiana o tym wiedziała. Tak jak wilk miał dostęp do jej wspomnień, tak ona, za pomocą nieznacznego i może specjalnie zainicjowanego procesu wstecznej kontaminacji wyczuła część jego własnej historii. Nic konkretnego, nie potrafiłaby tego nawet zwerbalizować. Wyczuła jednak odwieczną litanię chirurgicznych ludobójstw, strasznych procesów czyszczenia etnicznego, przeprowadzanych wśród kolejnych gatunków rozumnych. Pamięci były przechowywane z biurokratyczną skrupulatnością przez miliony lat czasu galaktycznego, a każda nowa zniszczona cywilizacja stanowiła jedynie zapis księgowy. Galiana wyśledziła okazjonalne, gorączkowe wymazywanie, selekcję zapoczątkowaną z nieporządanym opóźnieniem. Wyśledziła nawet rzadkie przypadki brutalnej ingerencji, gdy wcześniejszych selekcji nie przeprowadzono zadowalająco.
W żadnym jednak miejscu, nigdy, nie wyczuła większej porażki.
Nagle, gwałtownie, wilk ustąpił, pozwolił jej przemówić.
- Skade?
- Co takiego?
- Proszę, zabij mnie. Zabij mnie natychmiast.


Dodano: 2006-06-24 18:02:28
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Morgan, Richard - "Siły rynku"


 Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"

 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

Fragmenty

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS