NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

Weekes, Patrick - "Cesarstwo masek"

Ukazały się

Martin, George R.R. - "Lodowy smok" (nowe ilustracje)


 Vonnegut, Kurt - "Matka noc"

 Czajka-Kominiarczuk, Katarzyna - "Zwierzenia popkulturalne"

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Maas, Sarah J. - "Szklany tron" (oprawa twarda)

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Zmierzch Bogów"

 Ćwiek, Jakub - "Stróże 2: Brudnopis Boga"

Linki

MacLeod, Ian R. - "Wieki światła"
Wydawnictwo: Mag
Kolekcja: Uczta Wyobraźni
Tytuł oryginału: The Light Ages
Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz
Data wydania: Czerwiec 2006
Wydanie: I
ISBN: 978-83-7480-023-5
Oprawa: twarda
Format: 140 x 210 mm
Liczba stron: 399
Cena: 35,00 zł
Rok wydania oryginału: 2003
Wydawca oryginału: Ace Books



MacLeod, Ian R. - "Wieki światła"

Nieczęsto zdarza się recenzentowi okazja wypytania autora powieści o te szczegóły jego dzieła, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się niedopracowane. W przypadku powieści Iana R. MacLeoda „Wieki światła” dostałem taką szansę i dzięki niej mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że mamy do czynienia ze znakomitą książką. Gwarantuję, że najlepszą, jaka wyszła w ramach fantastyki w Polsce w pierwszej połowie tego roku.
Formą, jaką przyjął brytyjski pisarz dla przedstawienia swojej wizji jest historia alternatywna. Mechanizmy dziejów od zawsze fascynowały fantastów, by wspomnieć koncepcje deterministycznej psychohistorii Isaaka Asimova czy późniejszą nieco wizję przyszłości człowieka autorstwa Jamesa Blisha. Zwykle jednak koncentrowano się na obrazach tego, co jeszcze nie nastąpiło, na ekstrapolacji współczesności i zauważalnych w niej trendów daleko w prawo wzdłuż osi czasu. MacLeod przeciwnie – trochę w duchu fantasy proponuje nam rozważenie konsekwencji zastąpienia pewnego czynnika napędowego rozwoju cywilizacji ludzkiej magią, tutaj uznawaną za inhibitor postępu.
Wyobraźmy sobie oto, iż w roku 1678 miast węgla i rud żelaza gdzieś w Yorkshire czy West Midlands zostaje odkryte złoże surowca magicznej energii, nazywanego w powieści eterem. Eter jest paliwem uniwersalnym, które może, przynajmniej teoretycznie i pod warunkiem okiełznania go odpowiednimi zaklęciami, zasilać każdy rodzaj urządzenia. Trzy wieki postępu technicznego opartego na eterze, przy równoczesnym zupełnym zaniedbaniu prac nad innymi źródłami energii, pozwalają zbudować świat odpowiadający pod względem standardu życia oraz dostępnych technologii epoce pary, czyli połowie XIX wieku. Jednakże społeczeństwo podlega anachronicznej, średniowiecznej stratyfikacji, wedle której każdemu przyporządkowane jest wedle urodzenia jego miejsce w szeregu. Syn ślusarza ma być ślusarzem, tramwajarza – tramwajarzem, syn dyrektora fabryki zostaje dyrektorem fabryki. Czy system cechowy może być wydolny w społeczeństwie industrialnym, nawet stworzonym w oparciu o odmienne surowce i rozwiązania techniczne? Jeśli tak, to czy mogą w nim wystąpić drgawki, które go rozsadzą? Na pytania o nieuchronność zmian odpowiada powieść MacLeoda.
Bogatemu tłu powieści odpowiada doskonale dobrany styl. Porównania do naturalistycznej powieści dziewiętnastowiecznej są jak najbardziej na miejscu, lecz jest to naturalizm na wskroś współczesny, poddany oddziaływaniu eksperymentatorów literackich drugiej połowy XX wieku, realizmu magicznego, a także fantastyki naukowej. Z niechęcią uchylam się od porównań do konkretnych tytułów, świadom chłodnego stosunku potencjalnych czytelników do kanonu literatury światowej wtłoczonego w zestaw lektur obowiązkowych dla liceów ogólnokształcących, ale jedno muszę tu podkreślić. Gdyby Zola żył sto lat później, mógłby napisać dokładnie taką powieść. Z kręgu fantastyki naukowej podobnie pisał czołowy autor brytyjskiej Nowej Fali, Brian Aldiss, którego „Malacjański gobelin” przedstawia fikcyjny świat o bardzo zbliżonej atmosferze fin de siecle'u oraz poprowadzoną według równie ciekawego wzorca, acz chyba jednak bardziej dojrzałą historię miłosną.
Jak każda znakomita książka, tak i „Wieki światła” niosą w sobie ładunek bardzo licznych skojarzeń i nawiązań, w tym oczywiście i skojarzeń z rzeczywistością naszych czasów. Choć w tle unosi się duch socjalizmu i walki klas, nie znaczy to, że należy o „Wiekach światła” myśleć w kategoriach li tylko pieczołowitego aktu wskrzeszenia dawno minionych dni. Pamiętajmy, iż autor wychował się w regionie silnie dotkniętym skutkami liberalnych reform Margaret Thatcher i z całą pewnością wplata elementy autobiograficzne w swą twórczość. Swoją drogą fascynujące jest, w jaki sposób przeważająco konserwatywne środowisko polskiej fantastyki odbierze tak zaangażowaną, a jednocześnie wyważoną i nieagresywną manifestację wiary w siłę utopijnych ideałów lewicy.
Jeśli w ogóle można mówić o słabych stronach powieści MacLeoda, skupią się one w konstrukcji akcji. Intryga rozwija się powoli, może mało spektakularnie, na pewno jednak posiada pewną dozę oryginalności. Nie znajdziemy tu typowych dla fantastyki schematów i za to należą się autorowi duże gratulacje. Można też mieć drobne zastrzeżenia co do głębi konstrukcji postaci – z drugiej strony, u MacLeoda to wydarzenia są na pierwszym planie, obserwowane oczami bohatera, lecz niezbyt przezeń przetworzone i interpretowane.
Tłumaczenie nie zawodzi oczekiwań, język jest żywy, a narracja bardzo płynna. Szkoda może tylko, że gra słów w tytule nie została przełożona na polski. Osobiście chciałbym pogratulować odwagi tłumaczowi za wybór polskiego słowa „cech” w miejsce faworyzowanego w fantasy „gildia”. Tego rodzaju zabiegi znakomicie uwypuklają naturalistyczną proweniencję powieści.
Ogólnie zatem – świetna powieść. Oby tylko Mag utrzymał poziom tak dobrze rozpoczętej serii – są bowiem „Wieki światła” pierwszą pozycją z zapowiadanego jako bardzo ambitny i skierowany do czytelnika oczekującego od swych lektur nie tylko doznań estetycznych i radości z przerzucania kartek cyklu wydawniczego „Uczta wyobraźni”.



Ocena: 9/10
Autor: Bleys
Dodano: 2006-06-18 21:45:33
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj Kronikę World of WarCraft


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"


 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 Bardugo, Leigh - "Trylogia Grisza"

 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS